MONOEYES - A Mirage In The Sun
Trzymajcie się mocno.

Takeshi Hosomi, niestrudzony wokalista ELLEGARDEN i the HIATUS, nie może usiedzieć w miejscu. Jeden działający zespół mu nie wystarczył, potrzebował więcej, głośniej i jeszcze więcej zabawy! Poznajcie więc MONOEYES, barwną ekipę, w skład której weszli amerykański basista Scott Murphy z Allister, perkusista the HIATUS, Masakazu Ichise, gitarzysta Masafumi Todaka, i oczywiście główna atrakcja, czyli sam Takeshi. Pod koniec czerwca 2015 roku muzycy wydali debiutancki album A Mirage In The Sun, a my, oczywiście, nie mogliśmy powstrzymać się od podzielenia się naszymi wrażeniami z albumu autorstwa tak różnorodnych osobowości.
Na początek mały żart o Takeshim. Niezależnie od tego, czego charyzmatyczny wokalista dotknie, i tak kończy się ELLEGARDEN. Kilka kroków w lewo, kilka kroków w prawo, ale mój mózg nie może pozbyć się myśli, że zarówno the HIATUS (przynajmniej na pierwszym albumie), jak i MONOEYES to wciąż ELLEGARDEN, tyle że z jakiegoś powodu pod inną nazwą i w innym składzie. Może to charakterystyczny głos wokalisty, a może sekret tkwi w niezdolności muzyka do wytrzymania bez porywających rytmów i radosnych kompozycji. Jeśli zna więc dwa zespoły, o których wspomnieliśmy wcześniej, to prawdopodobnie wie się już, jak brzmi A Mirage In The Sun.
Jeśli nie było jeszcze okazji posłuchać grupy, to trzeba trzymać się mocno, bo MONOEYES próbuje porwać lawiną energii już od pierwszego utworu. Od otwierającego Cold Reaction do ostatniego Remember Me zespół tylko przyspiesza, zostawiając słuchaczy z pytaniem, dlaczego stopa nagle zaczyna wystukiwać rytm albo słowa same wylatują z ust. A tak przy okazji, trzeba być ostrożnym przy tekstach. Mogą być dość proste i pojawiają się w takiej czy innej formie w niezliczonych utworach różnych zespołów, ale cholera, nie zapominajcie nigdy o przyjaciołach, dążcie do świetlanej przyszłości i podnoście się, nawet gdy zupełnie brakuje wam chęci i energii. Takeshi zawsze miał talent do przekazywania swoich myśli słuchaczom, a gdy pomaga mu trzech utalentowanych muzyków, kompozycje naprawdę skłaniają do refleksji nad pewnymi momentami w życiu.
Jedyne, co mogło pójść nie tak z A Mirage In The Sun, to to, że nie da się wysłuchać albumu do końca za pierwszym razem. To normalne, zdarza się. Potrzebowaliśmy kilku prób, żeby przebrnąć przez zapierający dech w piersiach Run Run – bardzo trudno otrząsnąć się po tak dynamicznym, emocjonalnym huraganie, błagającym o powtórkę. Nie można jednak zapomnieć, że na albumie jest wiele innych doskonałych kompozycji, tylko nieznacznie gorszych od wspomnianego utworu. Choć pełny album MONOEYES przywodzi na myśl wcześniejsze dzieła Takeshiego, czy istnieje coś takiego, jak za dużo dobrej muzyki? Naszym zdaniem nie.