Recenzja Na wyłączność

Kiyoshi - KIYOSHI4

17/12/2020 2020-12-17 01:00:00 JaME Autor: retrorandy Tłumacz: jawachu

Kiyoshi - KIYOSHI4

Wymyślanie rocka na nowo.


© Kiyoshi. All rights reserved.
Album CD

KIYOSHI4

Kiyoshi

Co roku 31 października – w jej urodziny – basistka i wokalistka Kiyoshi kontynuowała tradycję wydawania nowego pełnego albumu, nazwanego jej imieniem. Jak sugeruje tytuł KIYOSHI4 to czwarte studyjne nagranie artystki.

Kiyoshi przez lata występowała z wieloma zespołami przez lata. Rzut oka na jej biografię na Twitterze pokazuje, że była między innymi w takich grupach, jak Inside Me, The Madcap Laughs i Mega High Ball. Zagrała nawet w komedii z 2016 roku "Too Young to Die". Jednak zagranicą jest prawdopodobnie najbardziej znana z bycia w zespole koncertowym byłego gitarzysty Megadeth, Marty’ego Friedmana. Dzięki energicznej i nieustępliwej scenicznej prezencji zyskała międzynarodowe uznanie podczas pierwszej części jego trasy z 2014 roku, promującej album Inferno.

Jako wykonawczyni Kiyoshi ma punkowe podejście, przejawiane nie tylko w wybrykach na scenie, ale również w sposobie pisania piosenek, a nawet w opisach tego nagrania. Gdy odwiedzi się link do zakupu na jej stronie, jedno zdanie wyróżnia się najbardziej: “Żadna gitara nie została wykorzystana podczas tworzenia tego albumu.”. Poza solówką Cliffa Burtona na debiutanckim albumie Metalliki, bardzo trudno jest pomyśleć o innym rockowym albumie, poza sceną experimental/avant garde/drone, który wykorzystuje wyłącznie perkusję, wokal i gitarę basową. Koncepcja ta natychmiast nadaje albumowi charakteru. Fakt, nie jest to żaden eksperymentalny projekt, tylko raczej bezpośredni hardrockowy album, co czyni go jeszcze bardziej wyjątkowym.

Nietrudno zauważyć, że nie ma tutaj gitary. Ogólny nastrój miksu tego albumu to coś w stylu małego klubu lub japońskiej sali koncertowej. Działa to zaskakująco dobrze, nadając całości "koncertowe" brzmienie. Wokale są bardzo mało poprawione, a cały krążek ma dosyć szorstką fakturę dźwięku. Innymi słowy, nie brzmi to najbardziej dopracowanie, ale nie miało tak być.

Przy tak ograniczonej palecie barw, można się zastanawiać, jak Kiyoshi udało się napisać dziesięć różnych piosenek. Odpowiedź na to pytanie staje się jasna wraz z rozwojem albumu: muzykalność. Nie ma lepszego pokazu wszechstronności gitary basowej niż ta płyta, gdyż artystka demonstruje swoją gotowość dołożenia wszelkich możliwych starań, aby zapewnić pełne, różnorodne i wciągające doświadczenie muzyczne.

Druga piosenka Little King jest wczesnym przykładem poziomu umiejętności muzycznych obecnych w utworach.Jej początek jest inspirowany blues rockiem, mocno synkopowany i zagrany wyłącznie na basie w stylu slap, przerywanym szybkimi i skomplikowanymi wypełnieniami po każdej frazie. Po wejściu perkusji Kiyoshi pomaga nadaniu temu instrumentalnemu kawałkowi większej głębi, grając w tle te same riffy i wypełnienia, ale oktawę niżej niż wcześniej. Ten trick jest stosowany niezwykle skutecznie, ponieważ są tu dwie różne, równocześnie występujące partie basu, jedna wypełniająca bardziej tradycyjną rolę gitary basowej, a druga – zajmująca się tym, co normalnie robiłaby gitara elektryczna. Jest to szczególnie widoczne w refrenie, gdzie Kiyoshi gra akordy w sposób brzmiący jak strumming gitary, co, biorąc pod uwagę, że gra wyłącznie palcami, robi duże wrażenie. Piosenka zawiera także bluesowe solo na basie, wykorzystujące w znakomity sposób pedał wah. Umiejętności muzyczne Kiyoshi nie kończą się jednak na gitarze basowej, pokazuje ona także, że nie leni się, jeśli chodzi o śpiew. W tej piosence widać bardzo wyraźnie, że jest tu bardzo mało, jeżeli w ogóle, korekt tonacji, przez co zyskuje wyraźny koncertowy charakter. Małe niedoskonałości wokalne pojawiają się tu i ówdzie, ale biorąc pod uwagę, jak to wszystko jest naturalne, śpiew Kiyoshi w tym utworze jest z pewnością wyjątkowy.


Czwarty kawałek, Reset, jest bardziej melodyjny, nie tak wysokooktanowy jak niektóre z poprzednich utworów. Jednak nie szkodzi to muzycznym umiejętnościom. Otwierający riff jest niezwykle kinetyczny i eksploruje zakres gitary basowej podobnie, jak zrobiłyby to thrash metalowe riffy dla standardowej gitary elektrycznej. Riffowi towarzyszy, po raz kolejny, następna basowa partia, skupiająca się prawie wyłącznie na wyższych rejestrach, I, nawet dla średnio wytrenowanego ucha, może brzmieć jak wyciszona dłonią gitara. Zwrotkom towarzyszy trącanie najwyższych strun basu, brzmiące czysto i ostro. Kiedy piosenka przechodzi w refren, słuchacza wita jedna z najbardziej zapadających w pamięć melodii na całym albumie.

Szósty utwór, Pride, można pewnie uznać w kontekście tego albumu za balladę. Jest prawdopodobnie także najprostszą piosenką pod względem muzycznym. Pomimo to, Kiyoshi wciąż udaje się zainteresować słuchacza. Numer zawiera bardzo prostą, ale barwną cykliczną progresję akordów, wyrażaną w górnym rejestrze dość wszechobecnego basu. Artystce udaje się wyróżnić każdą sekcję piosenki w zależności od tego, jak gra akordy: albo poprzez staccato wykonywane szarpania strun, albo trącanie ich. Jest to połączone z zapadającym w pamięć refrenem, rywalizującym z tym z Reset.

Dla kontrastu siódma Go For It jest jedną z najcięższych piosenek na albumie. Kiyoshi po raz kolejny wykorzystuje podobną sztuczkę, co w Little King, pod względem ujednoliconych oktaw, by wzbogacić riff. Utwór rozpoczyna perkusję, dostarczającą takiego rodzaju rytm, jakiego można by się spodziewać w hardcore metalowej piosence, a basowy riff, towarzyszący bębnom, dokładnie się w to wpasowuje. Riff jest przerywany i o może nieco słabym brzmieniu, z powodu sporej ilości pustej przestrzeni między dwiema ścieżkami basu. Kiedy nie rozbrzmiewają, słychać najniższą możliwą nutę zagraną na basie, co w połączeniu z dysonansem pomiędzy melodią i riffem, jak również wyborem tonacji tego ostatniego, nadaje piosence złowieszczego charakteru. Utwór nabiera lekkości przed i w trakcie refrenu, ale wciąż ma nieco puste brzmienie, co zdaje się być świadomym wyborem. Ta pustka wywołuje poczucie niepokoju I, biorąc pod uwagę charakter numeru na początku, niezwykle pasuje.

KIYOSHI4 to śmiałe i odważne nagranie studyjne, służące jako prezentacja tego, co można zrobić z gitarą basową, przez co jest pewną rekomendacją dla wszystkich grających na basie czy ogólnie na jakimś instrumencie. Album oferuje wysokiej jakości umiejętności i każdy mający ochotę na granie muzyki może docenić go po prostu za unikalny koncept. Ma on jednak dwa końce. Podczas gdy wspaniale jest słuchać, co Kiyoshi potrafi zagrać na basie, może to nie rezonować na tym samym poziomie ze zwykłym słuchaczem. Przez brak prawdziwej gitary elektrycznej może brzmieć nieco niekompletnie w porównaniu do innych współczesnych hardrockowych albumów. Tak, artystce udaje się sprawić, ze bas brzmi jak gitara, ale dla przeciętnego słuchacza, partie gitary mogą brzmieć jakby zostały pogrzebane w miksie pod basem i perkusją. A ponieważ Kiyoshi jest w stanie tak dobrze naśladować gitarę, może być trudno zauważyć, ze jest to tak naprawdę gitara basowa. Nawet słuchacze w wyszkolonym uchem mogą się przez chwilę zastanawiać. Ale nie przeszkadza to albumowi wstrząsnąć światem japońskiego rocka. Chociaż nie jest on najbardziej eksperymentalny, jego podejście do tworzenia poprockowych piosenek tylko z perkusją i basem jest zaskakująco odświeżającą odmianą od tego, co zwykle oczekuje się po tym gatunku.

Album dostępny jest do posłuchania na Spotify. Można go także kupić na oficjalnej stronie Kiyoshi.

REKLAMA

Powiązani artyści

Kiyoshi © Kiyoshi. All rights reserved.
Kiyoshi

Powiązane wydawnictwa

Album CD 2019-10-31 2019-10-31
Kiyoshi
REKLAMA