Recenzja Na wyłączność

Ena Fujita - Iromono

08/10/2019 2019-10-08 02:00:00 JaME Autor: ZyXyS Tłumacz: jawachu

Od popu do chwytliwego rocka.


© KING RECORDS

Ena Fujita jest wszechstronnie utalentowaną artystką. Aktorka, piosenkarka i autorka tekstów, idolka gravure, a także, co nie mniej ważne, urocza kobieta, której udało się na przestrzeni lat połączyć te różne działalności. Jest równie dobra w modelingu, graniu koncertów, jak, oczywiście, w komponowaniu muzyki. Zatrzymamy się przy tym ostatnim punkcie, ponieważ nie tak dawno, 26 czerwca, Ena wydała nowy album, Iromono. Bardzo trudno jest rozpoznać tu tę wcześniej radosną piosenkarkę pop, ponieważ jej alternative rockowa strona wysunęła się na pierwszy plan, przez co ten album stał się godny uwagi.


Ena już się nie powstrzymuje i w końcu uwalnia swojego wewnętrznego rockowego demona. Pojawiał się już na scenie w poprzednich latach w postaci alter ego piosenkarki, wokalistki Tiramisu z “angielskiego” rockowego zespołu Dolce. Ale ta mroczna strona do tego czasu nie miała większego wpływu na postać Fujity. Pierwszy kawałek wydawnictwa, Ienai Koto wa Uta no Naka, i ostatni, Tsuki ga Tabeteshimatta, oferują zastrzyk adrenaliny na początek i naprawdę gorącą końcówkę. Obie dynamiczne piosenki, wydane wcześniej jako single, momentalnie podgrzewają atmosferę. Co więcej, trudno jest wygonić je z głowy. Te wersje utworów zostały zremiksowane specjalnie na album — teraz linia basu jest bardziej wyraźna, jednak stało się to kosztem nieco zepsutego ogólnego brzmienia, gdyż oryginały były nieco czystsze.

Z drugiej strony, Eien no Oto zostało przekształcone w akustyczną balladę, co jest świetne, ponieważ wokalistka zawsze bardzo dobrze wykonywała tego rodzaju powolne, pełne emocji utwory. Sytuacja z WAR I NEED jest inna. Solidny i mocny alternative rockowy kawałek został odziedziczony po Dolce i ponownie nagrany, oferując teraz cięższe brzmienia. Jednak coś poszło tu nie tak, prawdopodobnie na etapie masteringu. Część otwierająca jest znacznie głośniejsza niż w innych utworach, instrumenty zlewają się w hałas, zmuszając do zmniejszenia głośności.



Na szczęście, jest to jedyny utwór z takim problemem na tym wydawnictwie, a Ena ma dużo więcej do zaoferowania — rytmiczny Cho DIE (koniecznie musicie obejrzeć krwawy teledysk powyżej!), chwytliwe Endroll i odważnie punkowe, nieco surowe Kyoukaisen. Ten ostatni łatwo można nazwać najlepszym utworem na albumie. Umiejętnie rozpala atmosferę potężnymi liniami basu i gniewnym wokalem, by niespodziewanie wrzucić słuchacza w wybuchowe refreny. Tutaj osobliwy głos Fujity łączy się z pełnym adrenaliny brzmieniem w tak świetnych proporcjach, że trudno jest przejść obok Kyoukaisen bez słuchania go wciąż i wciąż. Być może z powodu tego tak spektakularnego, soczystego kawałka następujące potem Touka Koukan i Kareta Hana wydają się być nieco nudne. Albo po prostu nie mogą konkurować ze wzruszającymi Ano Hi no Hifi i Shinjuku, dobrze wpasowanymi pomiędzy bardziej agresywne kompozycje na końcu płyty.


Iromono okazało się być zaskakująco interesującym wydawnictwem, szczególnie jeżeli chodzi o utwory rockowe. Ena kontynuuje swoje odchodzenie od popowego stylu, oferując teraz cięższe, potężniejsze brzmienie, i to podejście zdecydowanie się sprawdza. Album jest bardzo podobny do swojej okładki — gorący, zalotny i słodki w jednej wersji, a pyskaty w innej. To nowe wydawnictwo ma swoje wady, ale nie stają się one przeszkodą. Byłoby dobrze, gdyby piosenkarka zmierzała dalej w kierunku, jaki wybrała na Iromono. Mroczniejszy image i cięższe brzmienie bardzo dobrze jej pasują.

REKLAMA

Powiązani artyści

Powiązane wydawnictwa

Album CD 2019-06-26 2019-06-26
Chakui Edition Fujita Ena
Album CD + DVD 2019-06-26 2019-06-26
Datsui Edition Fujita Ena
REKLAMA