BLOOD w Warszawie

relacja - 27.12.2004 13:00

W grudniu 2004 odbył się, przez wielu wyczekiwany, pierwszy koncert visualowej japońskiej grupy w Polsce. Oto relacja z koncertu BLOOD, który odbył się w klubie Progresja.

W ramach kolejnej europejskiej trasy BLOOD (Vengeance for BLOOD 2) w Warszawie w klubie Progresja 17 grudnia 2004 roku odbył się pierwszy w Polsce samodzielny koncert j-rockowy. Po miesiącach czekania na podobne wydarzenie tym razem odbyło się ono bez żadnych problemów; co więcej, impreza była świetna, wszystko udało się w stu procentach.

Ale zacznijmy od początku...
Bramy klubu miały zostać otwarte o 17, jednak z powodu przeciągającej się próby dopiero koło 18 znalazłam się w środku. Kurtki zostały oddane do szatni, która znajdowała się w garderobie BLOOD (a może to garderoba była w szatni?). Przez drzwi zobaczyłyśmy Fu~kiego i Kaede, co wywołało potrzebę podejścia do sceny i pozostania pod barierkami do samego końca.

Za jakiś czas zaczął grać support - polski zespół SJEL. Grupa całkiem ciekawa, zagrali fajnie i pewnie, gdyby nie oczekujący na BLOOD fani j-rocka, zabawa byłaby lepsza. Starałyśmy się jednak trochę rozruszać publiczność i po jakimś czasie ludzie przypomnieli sobie, że publikę stanowimy polską, nie japońską, i możemy poskakać NAWET przy polskim supporcie.

Później chwila przerwy i problem: JAK przetransportować zespół przez tłum, który dokładnie wypełnił całe pomieszczenia klubu? Doszło do tego, że chłopcy musieli opuścić klub i wejść oknem od drugiej strony, ale poszło to dość sprawnie. Najpierw na scenie pojawił się w czarnej pelerynie Kiwamu i podłączył sprzęt; zaraz dołączyli do niego Kaede oraz Fu~ki, tak samo zresztą ubrani. Fu~ki przywitał nas uroczym: "Cześć". No i zaczęli grać - pierwszym kawałkiem było Funeral for Humanity. Po nim chłopcy zrzucili peleryny. Wystąpili w tym samych strojach co zwykle, jednak wyglądali jeszcze bardziej niesamowicie niż na zdjęciach. Fu~ki, który jest niemal anorektycznie chudy, prezentował się wyjątkowo dobrze w swoich ciuchach. Kaede na żywo wyglądał po prostu pięknie, a Kiwamu, poza tym, że świetnie się prezentował, przyciągał wzrok scenicznym zachowaniem.

Podczas Sakura Fu~ki wykonywał dziwny ruch ręką, który mieliśmy powtarzać, niestety, nie szło nam to zbyt dobrze. Na Sweetest Disease kazał nam skakać (jakbyśmy nie robili tego przez cały koncert). Fu~ki dużo mówił do fanów po angielsku (jego angielski był naprawdę dobry), a nawet po polsku (powiedział na koniec "dzięki" i jeszcze gdzieś w trakcie "ręce do góry one more time"). Cytatem koncertu jest dla mnie jednak "It's very very hot", po czym Fu~ki poszedł w głąb sceny i zdjął górną część swojego ubrania - ku radości fanek.

Ogólnie kontakt zespołu z publiką był świetny. Fu~kiego i Kiwamu można było dotknąć, często rzucali się w tłum. Kaede natomiast zachowywał pewien dystans, jednak kiedy słyszał swoje imię, natychmiast łapał z fanami kontakt wzrokowy, pozował do zdjęć i uśmiechał się. Wyglądał zdecydowanie na najbardziej zaangażowanego - nie przestawał grać ani na chwilę. Jest o wiele lepszym basistą niż się spodziewałam. Podobnie Fu~ki, który na singlu Funeral for Humanity jako wokalista nie brzmiał zbyt pewnie, na koncercie stanął na wysokości zadania i dał wspaniały wokalny popis. Kiwamu również nieźle radził sobie z gitarą, poza tym widać było, że jest to człowiek stworzony do występów na scenie, obdarzony niezwykłą charyzmą. Wydaje mi się, że to właśnie on włożył w ten występ najwięcej energii. W pewnym momencie na bisach położył się na scenie i leżał tak przez dobrą chwilę - wyglądało to, jakby było wynikiem zmęczenia.

Poza dobrze znanymi utworami, jak I remeber you, Funeral for Humanity czy Blind, muzycy zagrali też kilka piosenek z nowego albumu, Vengeance for Blood (który można było kupić w czasie imprezy), między innymi Kanariya, Unforgiven oraz Tanmei. Wszystkie bardzo mi się spodobały, szczególnie że słyszałam je po raz pierwszy.

Punktem kulminacyjnym zdecydowanie był moment, kiedy Fu~ki zapowiedział ostatnią piosenkę, a okazało się nią być I remeber you w wersji angielskiej. Publiczność nie tylko szalała i tańczyła, ale i śpiewała razem z nim. Zespół zszedł ze sceny, tylko jednak po to, aby się przebrać w bardziej cywilne stroje (koszulki z logo BLOOD) i zaraz pojawili się z powrotem. Wtedy też najpierw zagrali opening z anime "Saint Seiya" (Pegasus Fantasy), który wiele osób znało. Później jednak nastąpiło najlepsze. Najpierw Fu~ki zapowiedział, że teraz będzie piosenka "którą, ma nadzieję, wszyscy znają", i nie pomylił się. A tą piosenką był opening do "Sailor Moon R" (Moonlight Danzetsu)!!! Śpiewali wszyscy. Na żywo muzyka BLOOD brzmiała świetnie, mimo że tło (perkusja, druga gitara i inne efekty dźwiękowe) szło z playbacku.

Po koncercie można było kupić płyty, plakaty, zestawy zdjęć, koszulki i inne gadżety BLOOD, łącznie z płaszczami zaprojektowanymi przez Atelier R-ZERO i biżuterią, a zespół rozdawał autografy. Później była już tylko impreza, ale przy odrobinie szczęścia miało się okazję zrobić sobie zdjęcie z kręcącymi się po klubie muzykami. Tutaj najlepsze wrażenie robił Kiwamu, który wykazał się ogromną cierpliwością; robił sobie z fanami tyle zdjęć, ile chcieli, był bardzo miły i otwarty, mimo że występ kosztował go mnóstwo sił. Fu~ki pojawił się kilka razy, ale tylko w towarzystwie organizatora, też jednak pozwalał na zrobienie sobie z nim zdjęcia. Jedynie Kaede tego nie zrobił, ponieważ, jak dowiedzieliśmy się później, nie fotografuje się on "w cywilu" z zasady.

Organizacja też dopisała, mimo że nie wypalił jeden support (ale może to nawet lepiej) i miało miejsce klika małych niedociągnięć, o których nawet nie warto wspominać. Ogólnie za organizację wielki plus.

Zespół dał niesamowity, pełen energii koncert na wysokim poziomie. I, o ile do klubu z całą pewnością wielu fanów BLOOD nie weszło, to opuściło go ich całkiem sporo.
powiązani artyści
powiązane koncerty i wydarzenia
BLOOD 17/12

BLOOD
Warsaw - Poland
Progresja Club
komentarze
blog comments powered by Disqus
reklamy
  • BLOOD - European Tour 2012
  • FLOW
  • Neo Tokyo
  • Bishi Bishi, by Ankama
  • FLOW - AWESOME Jrock concert!
  • MAN WITH A MISSION
  • CLJ Records