Soroban - Sora ni hanabi
Nawet kilka lat po rozpadzie Soroban wciąż zachwyca.
Sora ni hanabi, czyli "sztuczne ognie", które pojawiają się na okładce (z tym samym motywem, co singiel Shichisanshiki's Shikisai), zawiera dwa utwory. Pierwszym z nich jest Sora hanabi, który otwiera wokal Ryuujiego jeszcze zanim pojawi się instrumentalne intro. I choć piosenka jest w głównej mierze rockowa, znajduje się w niej nieco jazzowego posmaku, za który odpowiadają gitarowe riffy Yumehito; dodają piosence tego czegoś "ekstra". Jest to w sumie zaraźliwa i przyjemna kompozycja, którą okrasza szczery, młodzieńczy wokal Ryuujiego, ale mimo to niekoniecznie zapadająca w pamięć. Pozostając wierną tytułowi, piosenkę zamyka dźwięk wybuchających sztucznych ogni.
Już od samego początku jasne staje się to, że Sabi memory ma wystarczająco mocy, aby całkowicie pochłonąć uwagę słuchaczy. Pełna emocji i napięcia piosenka prezentuje czterech muzyków idealnie ze sobą współpracujących, wspólnie tworzących potężny, rockowy numer. I choć gra gitary, basu i perkusji jest czasem bardzo głośna, pozostaje zaskakująco melodyjna i niesamowicie zaraźliwa. Nawet jeśli utwór tytułowy nie ma wystarczająco polotu, Sabi memory nadrabia jego braki z nawiązką.
Sora ni hanabi bardzo dobrze prezentuje umiejętności młodego zespołu, udowadniając, iż, pomimo wieku, członkowie Soroban potrafią wyprodukować świetny krążek. W trakcie swej krótkiej kariery udało im się odnaleźć swój własny styl nie powielając stereotypów visual kei, przez co ich brzmienie pozostaje unikalne nawet długo po rozpadzie.












