Remioromen - Tatsunda Joe
Nie ma drugiej rundy - ten pogodny singiel nokautuje wszystkich.
To wydawnictwo to na pewno jedno z lżejszych w karierze Remioromen. W kompozycjach przeważają, co jest rzadkością dla tego zespołu, elementy syntezatorowe: czterotonowa, powtarzająca się melodia zagrana na keyboardzie pojawia się już na początku i wiedzie utwór aż do jego końca. Dodatkowo słychać także zaprogramowane bębnienie perkusji, które wspiera grę Jingujiego Osamu. Główny ton nadaje piosence Fujimaki Ryota, którego zabawna muzyczna prezentacja idealnie komponuje się z całością. I choć słowa są mocne i motywacyjne, pojawia się w nich również element żartobliwości – tytułowy "Joe” może odnosić się do słynnego animowanego boksera z "Ashita no Joe”. W połączeniu z triumfalnym refrenem, całość jawi się jako zaraźliwa, popowa mieszanka.
Stronami b są Tatsunda Joe (Kaaltechs Remix) oraz ta sama piosenka zarejestrowana podczas jednego z koncertów zespołu z trasy Kachoufuugestu z 2010 roku. Instrumentalna część remiksu jest radosna i jaskrawa, a głos Ryoty przepuszczony został przez syntezatory: pojawia się tu głęboka arpeggiatorowa sekwencja przypominająca tą w hitach lat 80-tych, dudniący bas i brzęczące brzmienie syntezatora. I ponieważ oryginał jest już wystarczająco pozytywny, ten remiks może wydawać się trochę przesadzony.
Nagranie z koncertu nie różni się znacząco od oryginału na singlu i tak naprawdę został zagrany dokładnie tak samo. Drobnym zastrzeżeniem jest to, że jego równowaga mogłaby być lepsza, gdyż głos Ryoty wydaje się przesadnie wyrazisty.
I choć nie jest to najgłębszy i najserdeczniejszy z singli grupy, Tatsunda Joe nie stara się pogłębiać swego delikatnego żartobliwego nastroju i w pewnym sensie idealnie mu to wychodzi. Na pewno nie zaszkodziłoby dodać jedną nową piosenkę jako stronę b, ale mimo to singlem warto się zainteresować.
Limitowana edycja płyty jest dodatkowo poszerzona o DVD z przezabawnym teledyskiem oraz dokumentem z jego tworzenia.











