MIYAVI - TORTURE
Tego typu tortury to nasza ekstaza.
TORTURE zaczyna się ciężkim, bezpośrednim atakiem gitarowych riffów, od samego początku przykuwających uwagę słuchacza. Ostry wokal MIYAVIego pojawia się niedługo później, a to, że śpiewa po angielsku, nie będzie na początku takie oczywiste, gdyż słowa brzmią niewyraźnie. Nie jest to jednak wielka przeszkoda, a nawet dodaje piosence nieco ostrego, wściekłego nastroju. TORTURE zbudowany jest na wijących się dźwiękach gitary i nie jest to piosenka tylko dla fanów - z przyjemnością można do niej poskakać i poszaleć.
Drugi utwór na singlu jest jeszcze bardziej grunge’owy niż pierwszy: S.M.F.B. inicjuje szalona i nieokiełznana furia. Gra perkusji wydaje się być stworzona po to, aby pozbawić każdego równowagi…co nie ma znaczenia, jeśli w tym czasie headbangujesz. Jest to pełna bluźnierstw i zabawy piosenka, a gdy pojawiają się słowa "could you fuck yourself up, please?” nie trudno wyobrazić sobie zadowolonego grymasu na twarzy MIYAVIego. Nie dziwi też to, iż jest to koncertowy hicior.
Limitowana edycja kolekcjonerska singla zawiera całkiem sporo nagrań na żywo innych piosenek, które występują w postaci dodatkowych numerów.
Na TORTURE MIYAVI wydaje się kontynuować trend ciężkich, rockowych numerów. Nie jest to żaden problem: MIYAVI udowodnił już nieraz, iż czuje się w gatunku niczym ryba w wodzie, a słuchając tego singla dojdziemy do takich samych wniosków.


























