Transmisja JACK IN THE BOX 2010 SUMMER była dla fanów MUCCa nie lada gratką. Przede wszystkim pojawili się oni na scenie dwukrotnie (a Tatsuro nawet trzykrotnie, mimo że raz był niemal nie do poznania...). Ponadto równolegle z koncertami na mniejszej scenie nazwanej "JACK IN THE 'KARAOKE' BOX" odbywało się karaoke dla przybyłych osób, gdzie wykonywały one piosenki swoich ulubionych zespołów. Nie muszę chyba mówić, że utwory MUCCa pojawiały się wyjątkowo często. A już jako ciekawostkę można dodać fakt, że był to dzień urodzin Tatsuro.
Zacznijmy jednak od początku imprezy - grupą otwierającą było Karasu. Rozpoczęli już dobrze znaną LASTICĄ, która zresztą została przedstawiona po raz pierwszy publiczności rok temu na dokładnie tym samym festiwalu. Główna uwaga skupiła się jednak na nowej, wyjątkowo krótkiej fryzurze wokalisty MUCCa, będącej szokiem dla chyba każdego fana. Po tym zespół zagrał cover piosenki Yoko Takahashi Soul Refrain oraz nowy utwór free, a także ogłosił szczegóły dotyczące wydania nadchodzącego singla. Niestety nie mogę napisać nic więcej na ten temat - po LASTICE transmisja przeniosła się na scenę z karaoke, a dźwięki nowego kawałka były ledwo słyszalne, zagłuszane przez śpiewających fanów i głośną publiczność. Niestety, działo się tak bardzo często. Występy zespołów były pokazywane sporadycznie, jedynie kilka z nich ukazało się w całości, a niektóre grupy nie pojawiły się na ekranie ani razu. Z jednej strony można zrozumieć organizatorów, którzy nie chcieli, by nabywcy biletów poczuli się poszkodowani, jednak z drugiej najbardziej ucierpieli na tym zagraniczni fani, którzy i tak nie mogliby wziąć udziału w tej imprezie. Szkoda też, iż nie poinformowano wcześniej, że większość transmisji obejmować będzie karaoke - z pewnością oszczędziłoby to wiele nerwów tym, którzy wstali w środku nocy i nadaremnie czekali na swoją ulubioną formację.
Nieco za półmetkiem imprezy zaplanowany był występ Kyo z D'ERLANGERa. Ten pojawił się na scenie i zaprosił na nią perkusistę, którym okazał się być SATOchi. Jeszcze zanim wokalista spytał, któż w takim układzie może być basistą, publiczność zaczęła wykrzykiwać imię YUKKE. Duet ten niejednokrotnie występował na JACK IN THE BOX wraz z innymi muzykami, natomiast pewnym zaskoczeniem było pojawienie się ich kolegi z zespołu - Miyi. "Została już tylko jedna osoba" - powiedział Kyo i przed publicznością pojawił się Tatsuro ponownie z długimi włosami, co po raz kolejny zdezorientowało fanów. Zapewne nietrudno się domyślić, że piosenką, którą razem wykonali, było LA VIE EN ROSE, której cover członkowie MUCCa nagrali na COVER PARADE. Szkoda jedynie, że muzycy zagrali razem tylko jeden kawałek, choć z drugiej strony powinniśmy się cieszyć, że został on w ogóle pokazany w transmisji.
Można powiedzieć, że właściwy występ MUCCa stanowił swoistą wisienkę na torcie, gdyż zamykał cały festiwal i był transmitowany w całości, podobnie jak poprzedzający go koncert VAMPS. Zanim członkowie zespołu wyszli na scenę, dało się słyszeć znane już z NEXUS: J-ROCK GOES TO THE WORLD SE . Jest to Tokyo Disco Music All Night Long zmarłego pod koniec maja tego roku DJ-a kagamiego. Nie wiadomo, czy będzie ono wykorzystane jako intro na przyszłej płycie grupy, chociaż trzeba przyznać, że pasuje do kierunku, który obrał MUCC i jako wstęp nadałoby dyskotekowego klimatu całemu krążku. Pod koniec SE muzycy w tradycyjnej kolejności pojawili się na scenie. Perkusista, basista i gitarzysta założyli na siebie niczym nie wyróżniające się, czarno-białe stroje, na tle których wyraźnie odznaczał się wokalista ubrany w piękne, jasne kimono.
Koncert rozpoczął się od świetnie znanych dźwięków FUZZ, który jednak nie wyszedł całkowicie idealnie - mikrofon Tatsuro był tak bardzo wyciszony, że prawie w ogóle nie słyszało się charakterystycznej gry na harmonijce z początku utworu. Na szczęście dźwiękowcy dość szybko zareagowali i w połowie pierwszej zwrotki już wszystko było w porządku. Poza tym absolutnie nie można powiedzieć nic złego o tym wykonaniu; zresztą: czy FUZZ kiedykolwiek zawiódł publiczność i jej nie porwał?
Kolejnym utworem było dosyć ciężkie Houkou. Również ten kawałek wypadł technicznie bez większych zastrzeżeń, jak zresztą każdy tego dnia. Tatsuro jak zwykle szalał po scenie, a Miya zachwycił publiczność szybką i energiczną solówką. Po tej piosence rozległo się kolejne znajome SE - muzyka zwiastująca rozpoczęcie Oz. I już nawet zdążyłam pomyśleć, że lepiej by było, gdyby zagrali to zaraz po FUZZ, kiedy nagle w trakcie owego SE pojawiły się dziwne dźwięki, a tuż po nich... nowa piosenka?
Kiedy dowiedziałam się, że najnowszy singiel MUCCa będzie nosił tytuł FALLING DOWN, miałam szczere obawy, że nazwa będzie adekwatna do jakości zawartości, ale muszę przyznać, że zostałam mile zaskoczona! Piosenka powinna przypaść do gustu zwłaszcza tym, którzy polubili Oz - wykorzystano w niej ten sam efekt dźwiękowy przypominający wycie syreny i momentami ma podobny klimat. Nie stanowi to co prawda jedynego cyfrowego elementu tego utworu, jednak pozostałe są całkiem przyjemne i raczej nie powinny nikogo drażnić. Nie jest to też typowa dla MUCCa kompozycja, ale ciekawa odmiana w ich dyskografii. Pierwsza zwrotka posiada wyraźny, silny rytm, a cyfrowe efekty nasilają się zwłaszcza podczas przejść i odnoszę wrażenie, że to one stanowią najmocniejsze punkty piosenki. Niczym nie ustępuje im późniejsza, bardzo szybka solówka Miyi, której głośno wtóruje wspomniany już dźwięk syren. Wydaje mi się także, że najbardziej energetyczny jest początek utworu - później kawałek nieco łagodnieje i przyspiesza dopiero pod koniec - jednak na dokładniejsze analizy przyjdzie czas wraz z ukazaniem się singla. Niemniej muszę przyznać, że FALLING DOWN było bardzo miłą niespodzianką i takiej elektronice w wykonaniu MUCCa mówię zdecydowane tak!
Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy i po tej nowości zespół zapowiedział już ostatnią piosenkę tego wieczoru, klasyczne Ranchuu. Tradycji stało się zadość i publiczność, poinstruowana przez Tatsuro, wykonała wręcz obowiązkowy podskok po odliczaniu SATOchiego. Następnie, niemal według dobrze znanego scenariusza, muzycy się ukłonili, podziękowali, padło zwyczajowe "bai bai" i zespół zniknął za kulisami.
Zabrakło mi w tym występie jedynie dwóch rzeczy - Sto lat zaśpiewanego przez fanów oraz... większej ilości piosenek! Pozostał spory niedosyt, gdyż chciałoby się więcej i więcej, ale biorąc pod uwagę fakt, że czas spędzany przyjemnie płynie najszybciej, to chyba najlepszy dowód na to, że MUCC nie zawiedli swoich fanów. I nawet tych kilka utworów było wartych wstawania w środku nocy i czekania na kolejne niespodzianki zaserwowane przez zespół.
Setlista:
-SE-
01. FUZZ
02. Houkou
03. FALLING DOWN
04. Ranchuu
Relacja dotycząca występów pozostałych zespołów znajduje się tutaj.
MUCC na JACK IN THE BOX 2010 SUMMER
relacja - 30.08.2010 14:01
Wrażenia z internetowej transmisji z występu MUCCa na JACK IN THE BOX SUMMER 2010.

© Maverick DC Group










