FAKE? - Switching on X

recenzja - 26.08.2010 02:01

FAKE? na najnowszym albumie tworzy idealny obraz nocy.

Jest środek lata i wiele osób wykorzystuje ciepłą pogodę oraz długie dni do wylegiwania się na dworze. Czy leżysz na kocu na trawie, czy też siedzisz na ganku z zimnym napojem w dłoni, dobrym towarzyszem na pewno będzie najnowszy album FAKE?, Switching on X. I choć płyta ta została wydana w lutym, wydaje się być stworzona na gorące letnie noce.

Album zaczyna się pomysłowo nazwanym instrumentalnym kawałkiem Enter X. Delikatne syntezatory poprowadzą cię, a senna, wolna melodia służy jako przedsmak tego, co czeka na ciebie dalej, choć kilka pierwszych numerów, które budują nastrój płyty, jest nieco szybszych, niż można by się tego spodziewać. Density Change, Taste It oraz Indygo Clean to grungowe, ostre rockowe piosenki z mocnymi wstawkami i klimatem retro. Połączenie ciężkich gitar z ostrymi, piskliwymi dźwiękami syntezatorów tworzą bardzo zmysłowy nastrój. Ken Lloyd brzmi szczególnie dobrze w Indigo Clean, gdzie podkręca słowa utworu w bardzo ostry i kuszący sposób.

Po energicznym początku pojawia się Novocaine, który zwalnia tempo. Ta piosenka o psychodelicznej, delikatnej popowej melodii ukołysze cię do spokojnego snu, a następny numer na płycie wypełni cię snami i kolorami. Undercover to mroczna, śpiewana growlingiem kompozycja, która wciągnie cię głębiej w świat dymu i cieni; z kolei Rotate to szybko kręcący się kalejdoskop czerwieni i błękitu. D-Elite, lekka punkowo-popowa mieszanina, jest niczym pastelowy mural, lecz Tweakin’ i Buzz to buntownicze, upiorne utwory przypominające scenę bitwy połączoną z rockowym koncertem. Te numery, z ciężkim basem i szybką perkusją, przypominają nowoczesny alternatywny rock i podnoszą poziom energii albumu przed pojawieniem się ostatniego na płycie Homesick.

Wraz z nadejściem Homesick album dobiega końca, kreując obraz każdego z nas wpatrującego się w rozgwieżdżone niebo. Spokojne, delikatne zwrotki ustępują pola pełnemu pragnienia refrenowi. A tuż po tym budzisz się odkrywając, iż gra Exit X, dalsza część intra.

Switchin on X nie da się umieścić w żadnej gatunkowej przegródce ze względu na ilość przeróżnych stylów, które zawiera – no, chyba że jest to przegródka o nazwie ‘dobry’. Największy plus tego albumu to jego delikatność; szybkie numery są na tyle szybkie, aby zapanować nad tymi wolniejszymi, utrzymując jednocześnie płynne przejścia na płycie. I choć krążek byłby idealny do odtwarzania w przyciemnionym, podziemnym klubie, najlepiej, abyście przesłuchali go po raz pierwszy sami… więc podkręćcie głośniki, przygotujcie się na podziwianie zachodu słońca i włączcie X.
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
powiązane wątki

Lato w japońskim rytmie

reklamy
  • MAN WITH A MISSION
  • Neo Tokyo
  • FLOW - AWESOME Jrock concert!
  • Bishi Bishi, by Ankama
  • FLOW
  • CLJ Records
  • BLOOD - European Tour 2012