the studs - Ano oto
Drugi singiel z październikowej kampanii wydawniczej the studs z 2008 roku nie jest najwyższych lotów.
Singiel, zawierający tylko jeden kawałek studyjny i trzy koncertowe, otwiera utwór tytułowy, Ano Oto. Rozpoczyna się on bardzo prostym perkusyjnym rytmem i rozwija dalej w wolnym tempie. Wokal jest przyjemny, ale równocześnie niezbyt inspirujący. Napięcie w refrenie boi się być zbyt intensywne i stanowi jedynie drobną zmarszczkę na powierzchni tego spokojnego kawałka. Mniej więcej w połowie Daisuke śpiewem dodaje nieco dramatyzmu, który zbyt późno nadaje piosence trochę dynamiczności. Kiedy wokal po krótkiej przerwie powraca, staje się niczym więcej niż tylko kakofonią krzyków, bez żadnej techniki. Piosenka kończy się bez fajerwerków i pozostawia słuchacza z pragnieniem czegoś więcej - ale nie więcej takiego kawałka.
Trzy uzupełniające singiel koncertowe utwory też są niestety raczej średnie, tak samo nudne i proste jak piosenka otwierająca. Wszystkie trzy zawierają wolną, przewidywalną melodię, przy czym jedynie tonight is the night pokazuje nieco potencjału Daisuke. Dwa pozostałe, false the skin i Nageku akairo, to utwory bez punktów kulminacyjnych, ładnie zagrane, proste i mało interesujące.
Ten singiel the studs to wielkie rozczarowanie, niezbliżające się nawet do rzeczywistego potencjału zespołu, który - zaledwie rok wcześniej - nagrał odświeżający, głośny i energetyczny minialbum. Na szczęście trzecie wydawnictwo w ramach tej kampanii to już zupełnie inna historia.




















