hitomi - Japanese girl

recenzja - 27.05.2010 02:01

Japanese girl jest singlem pełnym elektro-popowych niespodzianek.

W czerwcu 2005 roku hitomi wydała singiel Japanese girl, na którym znalazły się trzy utwory, a w limitowanej edycji, ku wielkiej radości jej fanów, także kolorowy zestaw tipsów. Singiel, eksperymentujący z elektronicznym popem, ukazuje nie tylko umiejętności wokalne piosenkarki, lecz także pewność dźwięków, które tworzy.

Pierwszy utwór, Japanese girl, zaczyna się komputerowo zmienionym głosem, którym śpiewany jest refren piosenki: "I’m just a Japanese girl”. Następujące tuż po tym cyfrowe dźwięki otwierają drogę do elektronicznego rytmu, a czysty wokal hitomi brzmi bardzo dobrze. Choć zwrotki są wzbogacone o dodatkowe efekty oraz chórki, echa i zniekształcenia w tle, to tylko uzupełniają one stworzoną przez syntezatory aranżację. Kompozycja jest bardzo podobna do tego, co mogliśmy usłyszeć w Dance Dance Revolution, ze stałym bębnieniem i ciąglę zmieniającym się brzmieniem keyboardu. Jeśli szukacie japońskiej dziewczyny śpiewającej japoński pop, hitomi jest wręcz idealną osobą do tej roboty.

Drugi utwór, Venus, zachowuje melodię z wyraźnym brzmieniem lat osiemdziesiątych. Elektroniczny keyboard rozpoczyna piosenkę, która ma bardziej mroczny i bogatszy dźwięk niż jej poprzedniczka i dla wielu może brzmieć znajomo, ale angielskie słowa są dobrze maskowane akcentem hitomi. Wystarczy minuta utworu, aby każdy, kto wychował się na amerykańskiej muzyce lat osiemdziesiątych poczuł przypływ nostalgii nadchodzącej wraz z refrenem i odkrył, że hitomi śpiewa hit z 1986 roku - utwór Venus zespołu Bananarama. Połączenie ciężkiej elektroniki ze świetnymi solówkami na keyboardzie oraz entuzjastycznych i słodkich słów śpiewanych przez piosenkarkę: to wszystko składa się na świetny kawałek.

Ostatni numer, there is...(LOVE LIFE Version), ma bardziej tradycyjne popowe brzmienie; dodaje tej płycie świeżości. Pierwsze kilka sekund brzmi niczym orkiestra, lecz po wsłuchaniu się w utwór możemy odkryć, że to bardzo dobrze zamaskowane keyboardowe intro. W porównaniu z pozostałymi kawałkami, there is… ma o wiele prostszą aranżację, ograniczoną do melodii R&B z delikatnym rytmem, który bardziej prowadzi wokal niż dodaje piosence energii. Chórek, choć anty-klimatyczny, pozwala wsłuchać się w piękny głos hitomi oraz jej wokalny asortyment, sam w sobie jest całkiem imponujący. Ballada jest fajnym sposobem na zamknięcie singla i zostawia po sobie dobre wrażenie.

Podobnie jak większość singli w dość pokaźnej dyskografii hitomi, Japanese girl jest dobrym początkiem znajomości z tą wokalistką. Na pewno przypadniecie sobie do gustu!
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
powiązane wątki

Lato w japońskim rytmie

Gan-Shin
reklamy
  • Neo Tokyo
  • CLJ Records
  • FLOW
  • BLOOD - European Tour 2012
  • MAN WITH A MISSION
  • FLOW - AWESOME Jrock concert!
  • Bishi Bishi, by Ankama