Aicle. - Que sera:sera

recenzja - 13.04.2010 02:01

Co ma być, to będzie…

Znakiem rozpoznawczym zespołu oshare kei, Aicle., jest połączenie cukierkowego popu i groteskowości, wyraźnie zaprezentowane na ich ostatnim wydawnictwie Que sera:sera. Jednak czy ta dziwna mieszanina pomysłów to pomyłka czy początek nowej formy sztuki?

Tytułowy utwór, Que sera:sera, daje słuchaczowi próbkę tego, z czego znany jest ten zespół: kombinacji łagodnych popowych melodii z cięższymi rockowymi elementami. Piosenka zaczyna się szybkim wokalnym wstępem, bliższym klasykowi wykonywanemu przez Doris Day, niż typowej dla Aicle. aranżacji. Słodki, dziecinny wokal wprowadza słuchacza w spokojny nastrój, by zaraz obudzić go druzgocącym wybuchem łomoczącej perkusji, ciężkich gitar i ogólnym poczuciem onieśmielenia, ale i równocześnie ekscytacji. Que sera:sera ciągnie się dalej, przeplatając dziwny świat Aicle. z bajkową niewinnością. Emiru próbuje osiągnąć swoim wokalem wyższe rejestry, co działa na jego korzyść, dodając utworowi nowego wymiaru. Piosenka ma niezwykle szybkie tempo, a instrumenty dobrze ze sobą współgrają; solo Rubiego jest wyjątkowo spójne, co udowadnia, że, choć zespół jest nieco dziecinny i czasami surrealistyczny, członkowie Aicle. to wciąż wprawni muzycy. Pod koniec słuchacze będą przytłoczeni ekscytacją zespołu i ich postmodernistycznym brzmieniem.

Aoiro Ichigou nie jest tak przepełniony energią, ale w zamian tego w pełni wyraża inne uczucia. Ma wyraźne popowe elementy i bardzo chwytliwy riff, co jednak nie powstrzymało zespołu od dodania śladów cięższego oshare kei. Gitary są jak zwykle bardzo złożone i Rubi ma wiele okazji, by pochwalić się swoim talentem. Wokal Emiru dobrze przystosowuje się do lekko elektronicznego klimatu, jakie niesie ta piosenka, choć do pewnego stopnia może być nieco przyćmiony przez resztę melodii.

Ansatsu -ANSATSU- natychmiast uderza słuchacza ewidentnie dziwnym i przerażającym nastrojem, ze świetnymi efektami dźwiękowymi i podobnym do szeptu wokalem. Wraz z postępem utworu, jakość muzyki jest trochę nierównomierna, gdy tempo zmienia się regularnie, choć główna melodia pozostaje stabilna. Gdzieś w połowie wprowadzony zostaje skrzący się dźwięk, który, co zadziwiające, pasuje do cięższej rockowej bazy. Wokal Emiru przeskakuje z kołysankowej słodyczy w niespokojną ekscentryczność.

Aicle. wciąż wydaje nowe single, z których każdy następny przewyższa swojego poprzednika o głowę. Zarówno podejście do wyglądu, jak i muzyki, jest czymś, czego trzeba doświadczyć na własnej skórze; poczucie dziwności jest zapewne tylko próbą zrozumienia przez słuchacza głębi i radykalności nowego sposobu myślenia, jaki przekazuje Aicle.. Zespół wnosi coś zupełnie świeżego do gatunku, odnajdując równowagę pomiędzy tworzeniem nieziemskich pomysłów i ciągłym produkowaniem idealnie dopracowanych piosenek. „Co ma być, to będzie” może i jest prawdą, ale Aicle. z pewnością nie podejmuje żadnego ryzyka, utwierdzając swoją pozycję w konkurencyjnym świecie oshare kei.
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
powiązane wątki

Oshare kei

FLOW - AWESOME Jrock concert!
reklamy
  • Bishi Bishi, by Ankama
  • FLOW
  • FLOW - AWESOME Jrock concert!
  • Neo Tokyo
  • MAN WITH A MISSION
  • CLJ Records
  • BLOOD - European Tour 2012