12012 - Aitai kara...
12012 kontynuuje eksperymenty ze swoją delikatniejszą stroną.
Tak, jak w przypadku Taiyou, Aitai kara… ma fatalny początek; to nawet nie jest potknięcie, tytułowy utwór leci na łeb, na szyję. Wataru ma charakterystyczny głos, który może być wykorzystany ze wspaniałym efektem w sentymentalnych balladach (butterfly z singla CYCLONE jest świetnym przykładem). Jednak w połączeniu z raczej ckliwą klasyczną fortepianową aranżacją w Aitai kara…, jego wokal nie ma prawa zaistnieć. Tekst jest banalny, momentami przyprawiający o mdłości… Piosenka zupełnie nie porusza.
Kolejny jest HERO, niezbędne odstępstwo od nadmiernie słodkiego i uroczego Aitai kara…. Piosenka zaczyna się skaczącym gitarowym riffem, zanim wchodzi w fajniejszy, głośniejszy rytm. Instrumenty są powiązane ze sobą, tworząc motywującą melodię, odpowiednią dla piosenki zatytułowanej HERO – w sumie, piosenka, choć jednak nieco powyżej średniej, nie jest niczym świeżym w porównaniu do innych stron b 12012.
Niestety, najmocniejsza piosenka tego wydawnictwa, Shigure, jest dostępna jedynie na limitowanej edycji B Aitai kara…. Oznacza, że po tym, jak wyprzeda się nakład wersji B, fani będą musieli zadowolić się regularną edycją, zawierającą Aitai kara… i HERO oraz instrumentalną wersją tego pierwszego, który tylko na nowo podkreśla tani sentymentalizm tej piosenki. Shigure ma ostrość, emocje i chwytliwość wcześniejszych dzieł 12012, nie tracąc przy tym wrażenia nowości. Wokal Wataru jest przekonujący, a między dwoma gitarami, basem i perkusją panuje miła równowaga, do zachowania w przyszłości. Smutne, ale Shigure niewiele może zrobić, by uratować ten singiel.
Zmiana jest nieuchronna; to świetnie, że 12012 próbuje nowego stylu, więc powinni wybierać mądrze, coś, co będzie działać, co przyciągnie zarówno nowych, jak i starych fanów. Szczerze mówiąc, pocieszne balladki jak Aitai kara… mogą odstraszyć starszych fanów, doceniających 12012 za mroczne i ostre szaleństwo, z którego byli znani z początku. Ckliwe melodie zapewne nie zjednają sobie wielu nowych fanów, ponieważ ile ballad o miłości można znieść? To wyjaśnia, że Aitai kara… jest singlem, o którym trzeba zapomnieć, pozbawionym energii i ostrości, jakimi charakteryzowało się 12012.










