Sadie - MASTER OF ROMANCE

recenzja - 16.02.2010 01:01

Mistrz romansu czy mistrz formy i nastroju? Pierwszy pełny album Sadie.

MASTER OF ROMANCE to długo wyczekiwany album Sadie, świetnie radzącego sobie zespołu visual kei. Ukazał się w lutym 2009 roku, a fani przyjęli go z dużym entuzjazmem. Jako pierwszy pełny album, wydaje się dużo bardziej dopracowany niż wcześniejsze płyty. Wskazuje także na pewien rozwój zespołu. MASTER OF ROMANCE to wydawnictwo wyjątkowo dobre, które warto polecić nie tylko fanom, ale także tym, którzy chcieliby dopiero zapoznać się z tym zespołem.

Album rozpoczyna się przygnębiającym utworem imaginary creature, opartym na delikatnym fortepianie i graniczącym z szeptem słabym głosem Mao, wywołującymi jakieś nieokreślone uczucie smutku i tęsknoty. Utwór nabiera jednak szybkości i dramatyzmu, w tle pojawiają się wrzaski, a szybka gra na fortepianie, która nagle się urywa, pozostawia w słuchaczu trwały ślad. Kawałek ten jest wyjątkiem na albumie, zdaje się być eksperymentem lub bardzo rozbudowanym SE.

Kolejna piosenka, Ice Romancer, zupełnie zmienia klimat. Jest to tytułowy utwór z poprzedniego wydawnictwa. Energia w tej piosence raz wzrasta, by zaraz potem opaść, jednak ta niejednorodność nie razi. Delikatność gitar w zwrotkach i silne riffy skłaniające do headbangingu w refrenach, łączą się w przyjemną, wpadającą w ucho kompozycję. Tekst, jakby dla kontrastu przepełniony bólem i smutkiem, opowiada o utraconej miłości.

Z wcześniejszych singli pochodzą też utwory Crimson Tear, Grieving the dead soul oraz Kagerou. Wszystkie wyróżniają się szybkim tempem, energią i gniewem, którymi dotąd szczycił się zespół. Jednak nowe utwory nieco to zmieniają. Nie ma w nich tej typowej dla Sadie złości, natomiast grupa stara się tonować nastrój poprzez różnice w stylach i tempie. Piosenki są przez to dojrzalsze i bardziej wyważone.

Pierwszym z tego typu utworów jest Scarlet. Zaczyna się spokojnie, kilkoma nutami na fortepianie, a potem wchodzą bardzo wyraźne i silne instrumenty. Melodia chwilami opada, niemal zupełnie cichnąc, słyszy się tylko delikatny, eklektyczny dźwięk gitar i melodyjny, zahaczający o falset głos Mao. Szczególnie wyróżnia się śpiewany czystym angielskim fragment: „Can you take me away? I'm waiting for your love.". („Czy możesz mnie stąd zabrać? Czekam na twą miłość.”), co nadaje utworowi, pomimo jego ciężkości, romantycznego, niemal balladowego charakteru.

Ageha no nakigara to kolejna piosenka, której intro nie zapowiada siły i potęgi całego utworu. Ponownie następują po sobie balladowe zwrotki i energiczne refreny. Momentami Mao nie śpiewa, a raczej recytuje tekst przy akompaniamencie melodyjnych gitar. Zaraz jednak melancholijny nastrój przełamywany jest efektownym wrzaskiem i ciężkim refrenem. Pewnym atutem tego utworu są interesujące gitarowe riffy.

Podobnie skonstruowany jest także utwór kończący album, Swallow Rain. Ma nieco balladowy charakter, opiera się na zmianach tempa i stylu: od melodyjnych zwrotek, poprzez wyciągane wysoko refreny, aż po silny growl. Wokal wydaje się być w tym kawałku najbardziej dopracowany, a melodia, oparta na genialnej pracy gitarzystów, interesująca. Całość wywołuje silne emocje, jest poruszająca i smutna.

Pozostałe piosenki są już czystą rozrywką.

Shingan to pełen krzyków, growlu, mocnych gitar i energicznej perkusji utwór, idealnie nadający się do rzucenia się w szaleńczy headnaging. Mao daje ciekawy popis wokalny, wspierany przez równie udane chórki. Virtual freakman jest bardzo dynamiczny. To porywająca piosenka o szybkim tempie i dobrym rytmie. Zawiera interesujące fragmenty, gdzie Mao skanduje do wtóru rytmicznych uderzeń perkusji Keia. Natomiast Parasite scene rozpoczyna się lekką jazzową wstawką, by zaraz uderzyć z pełną mocą. Głos Mao jest szaleńczy, mieszają się ze sobą wrzaski i kwestie mówione dziwnym, skrzeczącym głosem. Ten schizofreniczny wokal nadaj utworowi groteskowego klimatu.

Cały album zdaje się mieć trzy płaszczyzny. Na jedną składają się piosenki zaczerpnięte z poprzednich wydawnictw, które charakteryzują się szybkim tempem, energią, ale i wyraźną agresją, płynącą zarówno z melodii, jak i tekstu. Drugą są rozrywkowe piosenki z zabawowym tempem, skłaniające do headbangingu, jednak pozbawione charakterystycznej dla wcześniejszej twórczości złości, na rzecz bardziej rozrywkowych rytmów i rozwiązań. Natomiast trzecia warstwa daje nowe spojrzenie na twórczość Sadie. Utwory te są dużo dojrzalsze, prezentują sobą całą gamę emocji i wprowadzają interesujące rozwiązania, nietypowe dla zespołu, opierające się na cyklicznych zmianach tempa. To właśnie te utwory moim zdaniem tworzą klimat albumu i sprawiają, że może on śmiało pretendować do miana mistrza… choć może niekoniecznie romansu.
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
powiązane wątki

Muzyka na walentynki

BLOOD - European Tour 2012
reklamy
  • Bishi Bishi, by Ankama
  • Neo Tokyo
  • CLJ Records
  • FLOW - AWESOME Jrock concert!
  • BLOOD - European Tour 2012
  • FLOW
  • MAN WITH A MISSION