GLAY - Love is Beautiful

recenzja - 09.02.2010 01:01

I piękny jest także ten krążek.

Po tym, jak przez ostatnie trzy lata cierpliwie odznaczali dni w kalendarzu, fani GLAYa mogą wreszcie świętować, gdyż oto ukazał się nowy album. Love is Beautiful zawiera nie tylko ulubione kawałki zespołu z poprzednich dwóch singli (z czego dwa to owoce genialnej współpracy z Kyosuke Himuro i EXILE), ale także kilka nowych utworów, które dają niezłego kopniaka. Ale czy warto zaopatrzyć się w ten krążek jeśli ma się już wszystkie poprzednie single?

Odpowiedź brzmi: tak. Utwory takie jak Rock N' Roll Swindle, Henna Yume - THOUDSAND DREAMS- i Koi pokazały już w zeszłym roku, że prędzej piekło zamarznie niż GLAY zwolni tempo; pocieszające jest więc to, że ich najnowsze utwory utrzymane są w tym samym stylu, jak na przykład American Innovation i WORLD’S END. Oba te kawałki, dopracowane prawie do perfekcji, pasują idealnie do innych szóstkowych rockowych utworów na krążku. Mimo że już dawno posmakowaliśmy i przetrawiliśmy ich refreny, nie zmienia to faktu, że pozostają w głowie na długo.

Jeśli bardziej interesują cię ballady, o twoje wyciszenie zadba Bokutachi, Shouhai, Saragi no hi oraz I Will. Pierwsza ballada jest tym, czego normalnie oczekujemy od tego gatunku, lecz Saragi no hi i I Will wyróżniają się nowym podejściem. Saragi no hi perfekcyjnie buduje nastrój chóralnym intro, prowadzącym do idealnego połączenia melodyjnych gitar i pianina; z kolei I Will zaczyna się zadziwiająco inaczej z hip-hopowo zabarwionym beatem, a następująca potem solówka Takuro będzie najpiękniejszą i najszczerszą grą gitarową, którą kiedykolwiek dane ci będzie usłyszeć. Hisashi także nie zostaje w tyle wypełniając zwrotki i refreny swymi zdumiewającymi gitarowymi wyczynami.

Jeśli i to cię nie przekonuje, to na pewno zrobi to, uważany za ulubieńca fanów, Mirror. Z trudem znajdziesz coś lepiej oddającego to, czym jest GLAY. Wpada w ucho od samego początku i staje się coraz lepszy wraz z rozwojem utworu; wspierany przez dwie niesamowite gitary, od czasu do czasu delikatne uderzenie o struny sprawi, że nie będziesz się mógł od niego oderwać, a wtedy nadejdzie czas Ne refren, który powali cię swym majestatem i wspaniałością. Teru praktycznie nuci cały utwór przy akompaniamencie gitar a la U2, pozwalającym piosence zatoczyć krąg. Kiedy to już nastąpi, zdasz sobie sprawę z tego, jak niesamowity jest to kawałek.

Każdy utwór na tym albumie to świadectwo ambicji i poświęcenia GLAYa, czy to ulubiony utwór sprzed roku, czy jedno z ich nowszych dzieł. Wszystkie są niesamowitymi piosenkami, wybiegającymi poza przyjęte szablony gatunku, oferując fanom doskonałość w każdym calu. Czy możemy chcieć czegoś więcej od jednego z najznakomitszych japońskich zespołów?
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
powiązane wątki

Muzyka na walentynki



reklamy
  • Bishi Bishi, by Ankama
  • Ant1nett World Tour
  • Buono!
  • L'Arc-en-Ciel - World Tour 2012
  • CLJ Records
  • Neo Tokyo
  • BLOOD - European Tour 2012