lynch. - SHADOWS

recenzja - 17.07.2009 12:39

Przyjemności nigdy za wiele.

lynch. za pośrednictwem nowego krążka pokazał na co ich stać. Nie sposób ich nie polubić już przy pierwszym utworze, jakim jest Last Nite. Zaskakuje motywem klawiszowym, głębokim wokalem i delikatnym brzmieniem, zapowiadającym naprawdę dobry materiał.

Prawdziwym zaskoczeniem okazało się Adore. Wersja na płycie różni się od tej na singlu. Przede wszystkim brak w niej tej drapieżności i zdecydowania. Mówiąc krótko, jest łagodniejsza, co fanów cięższego grania lynch. może deprymować. Jednak po kilkukrotnym posłuchaniu uczucie niezadowolenia przechodzi bardzo szybko.

Na duży aplauz zasługują gitarzyści w utworze Maze. Mimo że nagranie to niczym szczególnym w całokształcie się nie wyróżnia, to jednak brzmienie gitar robi wrażenie. A solówka jest po prostu dobra. Zupełnym jego przeciwieństwem jest Evilly. Kawałek jest mocny, niemal brudny. Ciężkość utworu wzbogacona głosem Hazukiego napawa słuchacza fantastycznym uczuciem. Przy tej kompozycji można się wyżyć i dać upust nagromadzonym emocjom.

I Don’t Know Where I Am już na początku wita dominującym językiem angielskim, który - przyjemny dla ucha - jednak nie razi za bardzo. Utwór sam w sobie wydaje się być dopełnieniem wspomnianego Maze.

Uczucie niesamowitości i niejakiego mroku nie odstępuje słuchacza, kiedy do uszu dociera Ambivalent Ideal. Utwór jest zdecydowanie najlepszy na całej płycie i przebija taką perłę w dorobku lynch., jak Adore.

Kolejnym mocnym punktem na albumie jest The Blasted Back Bone, który od samego początku mocno zaznacza się gitarą i perkusją. Jedynym minusem utworu jest to, że dość niespodziewanie się kończy, pozostawiając uczucie niedosytu. Jednak Shadowz nadrabia wspomniany ubytek. Growl wymieszany ze spokojniejszym śpiewem Hazukiego oraz szeptane wstawki czynią kawałek wartym posłuchania i ustawienia na wyższym szczeblu drabiny ulubionych kawałków. Ponadto koniec utworu może zaskoczyć, a nawet ogłuszyć.

Ciekawą propozycją jest Cultic my Execution, która napawa nawet lękiem. W tym nagraniu wychodzi cała drapieżność, jaką posiada w sobie lynch.. Mimo to ma się wrażenie, że podobny utwór już się słyszało. Brakuje tu indywidualności.

Ostatnim utworem jest Marrow, a przeplatane wątki ciężkiego brzmienia ze spokojnym wokalem w zwrotkach dają tu imponujący efekt. Zarówno westchnienia, jak i krzyki potęgują uczucie zadowolenia, które utwór ten wywołuje u słuchacza.

Jedyne, do czego można się przyczepić, to to, że album jest zdecydowanie za krótki. Pozostaje niedosyt, a jedyną czynnością, jaką można wykonać, to ponowne włączenie "play". lynch. wciąż się rozwija, jak widać - w dobrym kierunku. SHADOWS daje wrażenie spójności między tym co łagodne, a tym co ostre. Czy dziesięć utworów zamieszczonych na płycie jest w stanie zadowolić fanów, którzy czekali spragnieni urzekającej muzyki lynch.? Zdecydowanie tak.
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
powiązane wątki

Nagoya kei

reklamy
  • FLOW
  • MAN WITH A MISSION
  • Bishi Bishi, by Ankama
  • CLJ Records
  • FLOW - AWESOME Jrock concert!
  • Neo Tokyo
  • BLOOD - European Tour 2012