Ra:IN w Gdyni, 25 czerwca 2009
Występ Ra:IN w Gdyni z czystym sercem można uznać za najlepszy ze wszystkich trzech koncertów, jakie zespół zagrał w Polsce.

22.04.2009 ogłoszony został ich występ w Gdyni (klub UCHO), a kilka dni później oficjalnie potwierdzony na 25.06.2009.
Na 24.04.2009 zaplanowano spotkanie z zespołem w gdyńskiej Cyganerii.
Jakby tego było mało, UCHO poinformowało nas, że gdyński koncert oraz spotkanie w Cyganerii uwiecznione zostaną na oficjalnym DVD zespołu.
Wszystkie te cztery informacje wywoływały jeden szok po drugim.
Sam fakt, że Ra:IN zawita do Polski, był nie do uwierzenia, natomiast ogłoszona kilka dni później informacja o kolejnym koncercie, tym razem na Pomorzu, a ponadto wiadomość o spotkaniu z fanami PRZED występem - to już było nieco dziwne i wiele osób podeszło do tego z dystansem, jakoby miała być to zwyczajna plotka. Nie była. Zespół oficjalnie potwierdził trasę i wszystkie miejsca, więc nie pozostało nic innego, jak czekać z niecierpliwością.
Jak obiecano, 24.04.2009 w Cyganerii o godzinie 18.00 rozpoczęło się signing session. Diametralnie jednak różniło się ono od tego, które parę dni wcześniej miało miejsce w warszawskiej Hydrozagadce. Nikt nie przeprowadzał wywiadu z Ra:IN, panowie wyglądali na bardzo zmęczonych (co wcale nie było nieuzasadnione, mieli za sobą sporo męczących dni i nocy), było cicho, spokojnie, kulturalnie i... po prostu formalnie i oficjalnie. Przyszło niewiele osób, jednak najwyraźniej członkowie zespołu byli na to jak najbardziej przygotowani, ponieważ, gdy do nich podeszłam, D.I.E. zapytał mnie, dlaczego nie jestem na koncercie Dir en greya w Warszawie. Wywnioskować zatem można, że nie spodziewali się tłumów w Cyganerii.
Dzień później odbył się koncert, co do którego chyba każdy fan Ra:IN miał lekkie obawy. Na wspomnianym wcześniej wystepie Dir en greya była zastraszająca liczba fanów, a zdecydowana większość z nich nie mogła pojawić się na jednym i drugim koncercie. Oczywistym był fakt, że na występie Ra:IN w Gdyni nie pojawi się wiele osób, a UCHO, jak nigdy, zaświeci pustkami. Organizatorzy i właściciel klubu zadbali jednak o frekwencję. Przed Ra:IN miały zagrać dwa supporty, Proghma-C oraz PSYCHOLLYWOOD i to właśnie dla nich przyszło 90% publiki. Oba zespoły grały długo, przez co zdarzenie przestało wyglądać jak koncert Ra:IN z supportami, a nabrało wymiaru mini-festiwalu i chyba było to jak najbardziej korzystne. Spora część fanów Proghma-C oraz PSYCHOLLYWOOD została na występie Ra:IN, zapewne z czystej ciekawości.
Koncert japońskiej formacji rozpoczął się od tradycyjnego intro, a po chwili na scenę wkroczyli członkowie zespołu z czego, co było lekko szokujące, PATA jako jedyny wyglądał na lekko spiętego. Jednak całkowicie niepotrzebnie, bo już po pierwszych utworach widać było, że zarówno publika związana z jmusic, jak i ta niezorientowana w tych klimatach świetnie się bawi. Niewielkie zdenerwowanie od strony zespołu zniknęło jak ręką odjął, PATA najwyraźniej szybko się rozluźnił, regularnie popijając swojego Jacka Danielsa i podkradając drinki Tetsu. michiaki natomiast uśmiechał się od ucha do ucha, odzywał do publiki, a nawet załapaliśmy się na koszmarnie okaleczone "Dziękuję" z jego strony, co, naturalnie, wywołało jedno wielkie pozytywne uczucie.
Solówki każdego członka Ra:IN z osobna wyszły świetnie, Tetsu był wprost niesamowity, a ta w wykonaniu D.I.E.'a jedynie utwierdziła w przekonaniu jak wiele, mimo wieku, energii i wigoru ma w sobie ten człowiek. Ponadto tym razem (co nie zdarzyło się w Warszawie) odszedł do keyboardu i zaśpiewał w całości jeden z utworów, najpierw przeprogramowanym głosem, później swoim naturalnym. Kolejną niespodzianką było zaproszenie na scenę wokalisty zespołu PSYCHOLLYWOOD, który wspólnie z Ra:IN wykonał swoją własną najwyraźniej wersję Happy Birthday (bo takową słyszałam po raz pierwszy, przepraszam, jeśli się pomyliłam) z racji tego, że właśnie w tym dniu przypadały urodziny jednej z pań z załogi Ra:IN (Yoko, jedna z kobiet, które fotografowały zespół).
Koncert trwał zdecydowanie dłużej niż można by się było spodziewać. W miarę upływu czasu w UCHU zostawało coraz mniej ludzi, jednak samo w sobie okazało to się pozytywem. Na ostatnim utworze bowiem, wykorzystując fakt, że niewiele osób zostało, 3/4 publiczności zostało wciągnięte na scenę i w ten sposób wszyscy dokończyli koncert, skacząc przy D.I.E.u, PACIE oraz Tetsu i czochrając włosy wyjątkowo rozochoconemu michiakiemu.
Występ z czystym sercem można uznać za najlepszy, jeśli chodzi o wszystkie trzy koncerty, jakie w ciągu ostatniego tygodnia Ra:IN dało w Polsce. Nagrywanie oficjalnego DVD zespołu w UCHU było zdecydowanie dobrą decyzją. Po koncercie D.I.E., z którym udało mi się przez kilka minut porozmawiać, powiedział, że im samym, jako członkom zespołu, bardzo się podobało i najprawdopodobniej za rok znowu zawitają do naszego kraju, więc miejmy nadzieję, że dotrzyma słowa.
PROPHET















