Dir en grey w Warszawie, 24 czerwca 2009

relacja - 05.07.2009 02:01

W te wakacje spełniło się marzenie wielu polskich fanów jrocka - 24 czerwca po raz drugi zawitał do naszego kraju Dir en grey, tym razem nie na festiwal, ale na solowy koncert w warszawskiej Stodole.

W dzień koncertu grupki oczekujących przed warszawską Stodołą zaczęły zbierać się już na kilka godzin przed otwarciem bram klubu, a niektórzy stali tam już od czwartej rano. Tworzący się kolorowy tłum wzbudzał zaciekawienie niezorientowanych przechodniów, zainteresowanych tym swoistym pokazem mody, makijażu i fryzur. Co ciekawe, pośród fanów widać było też sporo przedstawicieli płci męskiej – nie była to może połowa, ale ich obecności nie dało się nie zauważyć. Niestety, w momencie otwarcia drzwi zamiast normalnej kolejki powstał histeryczny, cisnący się tłum, z którego miałam ochotę jak najszybciej uciec.

Część fanów po wejściu i zostawieniu rzeczy w szatni sprawdzała, co można kupić albo szła na piwo, ale większość biegła od razu do sali, aby zająć miejsce jak najbliżej sceny. Przy barierkach przez cały występ panował niesamowity ścisk, w związku z czym kilka osób zemdlało jeszcze przed rozpoczęciem koncertu – ochroniarze wyciągali je z tłumu, a pozostałym podawali wodę. Większość jednak spokojnie czekała na początek występu, w razie potrzeby przesuwając się do tyłu, skąd i tak miała doskonały widok na całą scenę. Wielu też nie mogło ciągle uwierzyć, że oto mają okazję być na koncercie Dir en greya. Dziwił trochę brak zapowiadanego supportu, ale wątpię, by większości to przeszkadzało.

Zespół, wywołany krzykami zgromadzonych fanów, wyszedł na scenę kilka minut po 20, co poprzedziły dźwięki SA BIR. Muzycy krótko przywitali się z publicznością i właściwie natychmiast skierowali się do swoich instrumentów; jako ostatni pojawił się Kyo. Początkowo nie przejawiali zbyt dużo entuzjazmu, co wynikało być może ze zmęczenia – koncert w Polsce grany był pod koniec napiętej europejskiej trasy formacji. Z drugiej strony mogli tez czuć się początkowo nieco przytłoczeni żywiołową reakcją bardzo rozentuzjazmowanej i liczącej około 1200 osób publiczności – ich poprzedni występ w Pradze był dużo mniejszy, a słuchacze zachowywali się też o wiele spokojniej.

Zespół zagrał utwory z czterech ostatnich płyt – najwięcej oczywiście z najnowszego albumu UROBOROS. Ku rozczarowaniu niektórych w przygotowanej setliście nie pojawiły się żadne starsze kompozycje, ale i tak błyskawicznie pomogła ona zapomnieć o niezbyt przyjemnych przeżyciach towarzyszących wejściu do klubu. Przez cały czas publiczność znakomicie się bawiła: wszyscy skakali, machali głowami i rękami, śpiewali fragmenty tekstów lub nawet całe utwory. Z zaprezentowanych tego wieczoru piosenek szczególnie w pamięci zostało kilka z nich, brzmiących na żywo jeszcze lepiej niż na płycie. Jednym z nich była następująca po INCONVENIENT IDEAL VINUSHKA, w której grane przez Toshiyę motywy basowe doskonale podkreślały głos Kyo. Fani od razu rozszaleli się też przy dźwiękach ulubionego chyba przez wszystkich OBSCURE oraz audience KILLER LOOP, w którym na pierwszy plan zdecydowanie wybijała się perkusja, wspaniale akompaniująca wokaliście i pozostałym instrumentom. Potężnie zabrzmiały też takie utwory, jak DOZING GREEN czy Merciless Cult, skłaniając publiczność do dzikiej zabawy. Ciekawie zostało również wykonane TOGURO, podczas którego Kyo zaprezentował swoje możliwości wokalne, ale i tak moim największym faworytem pozostanie GLASS SKIN. Fani byli nieco zaskoczeni, ale też niesamowicie zadowoleni, że mają okazję usłyszeć na żywo ten utwór z japońskim tekstem, i prawie przez cały czas śpiewali ją razem z wokalistą. Już pierwsze dźwięki tej piosenki sprawiły, że publiczność zaczęła krzyczeć i klaskać do rytmu.

Kyo przez większą część koncertu nie opuszczał swojego podwyższenia, dzięki czemu był bardzo dobrze widoczny z każdego właściwie punktu sali. W śpiewanie utworów wkładał wiele energii; wzbudził też sporo entuzjazmu, wykrzykując kilkakrotnie: "Polska" i "Warszawa". Zaprezentował też swoje wokalne solówki, które tym razem nie były już dla publiczności takim zaskoczeniem – fani wysłuchali ich w milczeniu, od czasu do czasu krzykiem wyrażając swoje uznanie. Podczas nich wokalista robił ze swoim głosem niesamowite rzeczy: krzyczał, jęczał, czasem nawet wył, a wszystko to wzbogacały odpowiednie przestery. Szczególnie efektownie wypadła druga solówka, która płynnie przeszła w BUGABOO. Bardzo aktywnie zachęcał publiczność do zabawy również Toshiya - podchodził często do brzegu sceny, wskazywał palcem zgromadzonych słuchaczy i, przykładając dłoń do ucha, udawał, że słabo słyszy ich okrzyki, zachęcając w ten sposób fanów do większego wysiłku. Shinya przeważnie był słabo widoczny, ponieważ zasłaniał go puszczany na scenie dym, ale perkusista rekompensował ten fakt doskonałą grą na swojej imponującej perkusji. Dosyć statyczni byli jednak obaj gitarzyści. Kaoru skupiał się przede wszystkim na grze na gitarze i był najmniej zauważalnym członkiem zespołu, natomiast słynny wiatraczek Die’a przejdzie już chyba do historii – ustawiony przed gitarzystą, efektownie rozwiewał mu włosy, co skwapliwie wykorzystywali zaopatrzeni w aparaty fani.

Po zakończeniu głównej części występu zespół zszedł ze sceny i dosyć długo kazał na siebie czekać, zanim ponownie się pojawił. Fani krzyczeli "Dir en grey” i "encore”, tupiąc przy tym nogami, co sprawiało, że niemal czuć było drżenie podłogi. W końcu muzycy powrócili na scenę i jako bisy zagrali trzy utwory, co według mnie stanowiło najlepszy moment ich występu. Jako pierwszy wykonali THE FINAL, który spotkał się z bardzo żywiołowym przyjęciem słuchaczy. Cała sala po raz kolejny zaczęła skakać i śpiewać tekst razem z Kyo, co w wykonaniu ponad 1000 osób naprawdę robiło wrażenie. Samemu wokaliście też się to najwyraźniej podobało, jako że pozwolił fanom samodzielnie zaśpiewać jeden wers piosenki. Utwór ten wypadł nawet bardziej ekspresyjnie niż na płycie, głównie za sprawą pełnego emocji głosu Kyo. Podobnie jak słuchacze, pozostali członkowie Dir en greya także dobrze się bawili. Ze swoich miejsc ruszyli się gitarzyści i chodzili po scenie - Kaoru pożyczył nawet w pewnym momencie skrzynkę Kyo. Toshiyi, tak jak wcześniej, wszędzie było pełno. Zespół dosyć długo też żegnał się z fanami. Jego członkowie bawili się, oblewając ludzi wodą z butelek; Kyo pluł nią, dosięgając niemal połowy sali. Gitarzyści celebrowali rozdawanie kostek, nie tylko rzucając je w różne punkty widowni, ale nawet podając je znajdującym się bliżej ludziom wprost do rąk. Toshiya całował każdą kostkę przed wyrzuceniem, a wcześniej oddał fanom swój ręcznik. Shinya nie okazywał zbyt dużo emocji, ale rzucał pałeczki ze sporą energią, w związku z czym nie tylko ci stojący najbliżej mieli okazję je złapać.

Koncert Dir en greya trwał około dwóch godzin, ale czas ten minął bardzo szybko. Część fanów nie mogła pogodzić się z tym, że to już koniec – zdarzały się osoby, które płakały, siedząc na podłodze klubu. Niektórym wciąż było mało i zebrali się pod jednym z wyjść Stodoły, mając nadzieję na ponowne zobaczenie muzyków i autografy. Pojawiający się co jakiś czas członkowie zespołu wywoływali sporo entuzjazmu i pisków niektórych fanek. Koniec końców grupa opuściła klub drugim wyjściem i odjechała autokarem, trąbiąc na pożegnanie.

Warszawski występ Dir en greya, mimo że przez wiele osób uważany za świetny i lepszy niż ten sprzed dwóch lat, nie był pozbawiony jednak pewnych mankamentów. Niektórym brakowało większego kontaktu z zespołem, prób porozumienia się z ich strony – nie wystarczało wykrzykiwane co jakiś czas przez Kyo słowo "Polska". Jednak według wielu osób największy minus stanowiło nagłośnienie. Doskonale było słychać gitary i perkusję, natomiast nie można tego samego powiedzieć o wokalu. Szczególnie bliżej sceny głos Kyo przebijał się przez resztę instrumentów tylko wtedy, gdy wokalista śpiewał w wyższych rejestrach. Pomimo tego każda z obecnych na tym koncercie osób będzie go wspominała z dużym sentymentem.

Warszawski koncert Dir en greya należy już niestety do przeszłości. Pozostaje nam jedynie oczekiwanie na kolejny.


Setlista:

01. SA BIR
02. INCONVENIENT IDEAL
03. VINUSHKA
04. OBSCURE
05. STUCK MAN
06. GRIEF
07. audience KILLER LOOP
08. DOZING GREEN
--voice DELAY--
09. TOGURO
10. GLASS SKIN
--voice DELAY--
11. BUGABOO
12. REIKETSU NARISEBA
13. Merciless Cult
14. Agitated Screams of Maggots
15. GAIKA, CHINMOKU GA NEMURU KORO

Encore:
01. THE FINAL
02. -saku-
03. CLEVER SLEAZOID
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
powiązane koncerty i wydarzenia
DIR EN GREY 24/06

DIR EN GREY
Warsaw - Poland
Stodoła
komentarze
blog comments powered by Disqus
powiązane wątki

Europejska trasa Dir en greya 2009

powiązana galeria
CLJ Records
reklamy
  • Bishi Bishi, by Ankama
  • BLOOD - European Tour 2012
  • CLJ Records
  • Neo Tokyo
  • MAN WITH A MISSION
  • FLOW
  • FLOW - AWESOME Jrock concert!