Wywiad z lynch.

wywiad - 14.12.2007 13:00

JaME miało okazję przeprowadzić wywiad z Hazukim (wokal) i Reo (gitara) z kapeli lynch.

lynch. to mocno zaangażowany, skupiający się głównie na koncertowaniu zespół visual kei z Nagoi. Ostatnio popularność tego zespołu rośnie bardzo szybko. Zwracają na siebie sporo uwagi w Japonii, ale wydaje się, że to wśród zagranicznych fanów jmusic lynch. jest obecnie jednym z najpopularniejszych zespołów.

Celem poznania tej grupy nieco lepiej, reporterka JaME odbyła rozmowę z wokalistą Hazukim i gitarzystą Reo. Gitarzysta Yusuke i perkusista Asanao nie byli obecni podczas wywiadu, ale ich odpowiedzi na kilka naszych pytań możecie znaleźć na angielskiej wersji naszego webloga: Asanao & Yusuke.


Czy możecie się nam przedstawić?

Reo: Gitarzysta Reo. Miło mi.
Hazuki: Wokalista Hazuki. Miło mi.

Czemu wybraliście nazwę lynch.? Czy pochodzi ona od czasownika "to lynch" (linczować)?

Reo: Tak, nazwa pochodzi od tego czasownika, od jego agresywnego znaczenia. To słowo brzmi w Japonii bardzo antyspołecznie, więc gdy ludzie słyszą "lynch", automatycznie łączą to słowo z jego agresywnym znaczeniem. Ja jednak chcę, aby ludzie słysząc tę nazwę, myśleli o naszej muzyce i koncertach. Chcę, aby zespół intensywnie na nich oddziaływał, tak aby myśleli o nas, gdy tylko usłyszą słowo "lynch".

Czy wspólnie wymyśliliście tę nazwę?

Reo: Ja zasugerowałem to słowo, bo podobał mi się jego wygląd i brzmienie, a potem spytałem resztę zespołu o zdanie.

Czy kropka na końcu nazwy znajduje się tam z jakiegoś szczególnego powodu?

Hazuki: Ona nie ma specjalnego znaczenia, sądziłem po prostu, że przez to nazwa będzie się wydawać zwięźlejsza i po prostu fajna.

Czemu zdecydowaliście się na ponowne wydanie starych nagrań na albumie THE BURIED?

Reo: Nasze poprzednie wydawnictwa ciężko obecnie dostać, wielu fanów nie jest w stanie ich zdobyć dlatego, że już ich nie tłoczą. Piosenki na THE BURIED są dla nas bardzo ważne; czuliśmy, że naprawdę musimy je na tej płycie umieścić. Ostatnimi czasy często proszono nas o ponowne ich wydanie, ponieważ nadal gramy je na koncertach, ale nie można ich już dostać w sklepach. Mogliśmy co prawda ponownie wydać oryginalne albumy, ale obecnie nasza sytuacja jest nieco inna, bo mamy nowego gitarzystę, Yusuke. On przyłączył się do zespołu, my zyskaliśmy więcej doświadczenia koncertując, poprawił się tak odbiór naszych piosenek, jak i jakość naszych występów, więc wydaje mi się, że mamy teraz więcej mocy, dlatego właśnie nagrywaliśmy od nowa.

Skład zespołu powiększył się o drugiego gitarzystę, czyż nie?

Reo: Tak. Wcześniej nagrywałem po kolei dwie czy trzy gitary, ale gdy przyłączył się Yusuke, wniósł ze sobą do zespołu coś nowego; coś, co nadal posiada ten sam klimat, co nasze piosenki, ale dodaje do nich nowego smaku.

Hazuki, czy zmieniłeś w jakikolwiek sposób styl śpiewania?

Hazuki: Tak. Nie cierpiałem swojego głosu na oryginalnym albumie, dlatego ciężko nad sobą pracowałem, koncentrując się zwłaszcza nad tymi punktami, których najbardziej nie lubiłem. Przy tym nagraniu naprawdę udało mi się przezwyciężyć te słabe punkty, więc czuję się tak, jakbym dokonał zemsty, a śpiewanie stało się dla mnie wygodniejsze. Jeśli porównacie te nagrania, dostrzeżecie wyraźną różnicę.

Czy wybierając piosenki na płytę, specjalnie zdecydowaliście się na te, które gracie podczas koncertów?

Reo: Najpierw wszyscy członkowie zespołu wypełniali ankietę dotyczącą wyboru piosenek, a później dyskutowaliśmy na ten temat. Co do jednego zgodziliśmy się niemal jednomyślnie: piosenki, które zazwyczaj gramy na koncertach, to piosenki, które najbardziej pragniemy umieścić na tym albumie. Można więc powiedzieć, że wybraliśmy te utwory na podstawie koncertów.

Czy grafik nagrywania był bardzo napięty?

Reo: Gdy rozpoczęło się nagrywanie, mieliśmy już ustalone daty koncertów więc sprawdziliśmy harmonogram występów i nagrywaliśmy, gdy tylko mieliśmy wolny czas. Zazwyczaj koncentrujemy się wyłącznie na nagrywaniu i nie gramy w tym okresie żadnych koncertów, ale tym razem zdążyliśmy już zatwierdzić trasę, więc wcisnęliśmy nagrywanie do grafika, jeden dzień tu, dwa tam.

Więc włożyliście w ten album więcej niż zazwyczaj energii koncertowej?

Reo: Cóż, to chyba zależy od osoby, ale ogólnie rzecz ujmując mamy odmienne podejście do występowania niż do nagrywania. Ciężko było nam się przestawić wchodząc do studia, zwłaszcza, że wybraliśmy piosenki grane podczas koncertów.

Na albumie THE AVOIDED SUN znajduje się piosenka I'm sick, b'coz luv u (choruję, bo cię kocham). Tytuł brzmi, jakby miała to być intensywna ballada, ale muzycznie piosenka okazuje się zupełną tego odwrotnością. Czemu?

Hazuki: Gdy nagrywaliśmy album THE AVOIDED SUN dążyliśmy do oryginalnego brzmienia. Zamiast robić na co tylko mieliśmy ochotę, wciskaliśmy w to coraz więcej i więcej nowych rzeczy, ośmielaliśmy się wypróbowywać coraz to nowe kombinacje. Staraliśmy się też wymyślać interesujące tytuły piosenek, sprawiać, żeby z pozoru wydawały się balladami, a potem okazywały naprawdę ostrymi kawałkami. Wydawało mi się, że jeśli będę łączył ostre piosenki z ostrym obrazem, wtedy stracą swoją moc. Lubię kontrast pomiędzy tytułem a samym utworem.

A więc tworzyłeś kombinacje, których my, słuchacze, sami byśmy sobie nie wyobrażali?

Hazuki: Tak. Stwierdziłem, że doda to świeżości. Właściwie to jestem z tego zadowolony.

Latem 2006 wydaliście singiel a grateful shit (przyjemne gówno). Co kryje się za tym tytułem?

Hazuki: (śmiech) "a grateful shit" to określenie w biznesie muzycznym używane w stosunku do ludzi, którzy wykorzystują, a potem porzucają młodych muzyków jak zabawki, oraz młodych muzyków, którzy mają nierówno pod sufitem i łatwo podążają za takimi ludźmi. (śmiech) W piosence ostrzegam ich, pytam "czy wam to odpowiada?". My nie zamierzamy tacy być, lepiej by już było być gównem. Dodałem do tego trochę sarkazmu i wyraziłem nas jako "przyjemne gówno". (śmiech)

Mówiliście o tym już wcześniej?

Hazuki: Chyba nie. (śmieje się)
Reo: Cóż, do tej pory nikt nas o to nie pytał. (śmiech)

Jak tworzycie piosenki? Czy wszyscy razem aranżujecie utwory?

Hazuki: Ja jestem odpowiedzialny za pisanie piosenek. Zaczynam od formowania utworu, dopóki nie pojawi się jakiś kształt, a potem przynoszę to reszcie. Generalnie komponuję od samego początku, ale nie opracowuję detali dotyczących każdego instrumentu, więc reszta zespołu może robić, co chce. Po tym, jak wszyscy posłuchają piosenki i nauczą się jej, gramy ją razem w studio. Potem każdy z członków dodaje do utworu coś własnego, naprawdę podkreślając istotę utworu.

Czy tworząc piosenki grasz na gitarze?

Hazuki: Tak. Używam też automatu perkusyjnego, dodaję bębny i tworzę przejścia rytmiczne. Potem dodaję bas i czasami swój głos.

Słowa pojawiają się później?

Hazuki: Tak. Słowa są ostatnią rzeczą, jaką dodaję. W trakcie aranżacji pojawiają się konkretne melodie, a słowa dodaję już w ostatniej fazie.

Skąd czerpiesz inspirację? Czy tworząc piosenki wyobrażasz sobie całe obrazy lub historie?

Hazuki: Nie ma określonego czasu, kiedy pojawia się natchnienie, nigdy nie wiem, kiedy ono nadejdzie. Gdy tylko coś przyjdzie mi do głowy, nawet jeśli jestem ze znajomymi, chcę jak najszybciej jechać do domu i napisać piosenkę. (śmieje się) Oczywiście, jeśli tworzę piosenki w domu, wszystko przychodzi łatwiej. Co do obrazów i historii, to zależy od piosenki. Na przykład tworząc szybkie piosenki, wyobrażam sobie koncerty; utwory te piszę zastanawiając się, czy jeśli zaaranżuję je w ten czy inny sposób, publiczność na to zareaguje. W przypadku ballad pojawiają się bardziej abstrakcyjne obrazy, ale ogólnie nie wyobrażam sobie nic konkretnego.

Jacy artyści was inspirują?

Reo: Jestem Japończykiem, więc przeszedłem drogę od muzyki popularnej do japońskiego rocka, ale od czasu do czasu pogrążałem się w twórczości 4AD, brytyjskiej wytwórni indies z gotyckim smaczkiem. Należeli do niej tacy artyści jak Bauhaus, Cocteau Twins czy Dead Can Dance. Są zupełnie różni od brzmienia lynch., ale wydaje mi się, że obecny lynch. nadal posiada ten sam mroczny klimat, co tamci gotyccy artyści.
Hazuki: Moje inspiracje są dosyć rozległe... Cóż, sam nie wiem czy są rozległe czy wąskie. (śmieje się) Słuchanie rocka zacząłem od Luna Sea, potem będąc nastolatkiem, zaabsorbował mnie ciężki, głośny rock. Teraz jestem bardzo zmienny. Słucham po prostu tego, co mi się w danej chwili podoba. Odważę się powiedzieć, że obecnie jest to New School Hardcore, na który jakiś czas temu mówiono screamo. Ta muzyka łączy zarówno piękne melodie, jak i niesamowicie chaotyczne partie.

Czy projektując wasze okładki inspirujecie się konkretnymi artystami?

Reo: Tym zajmuje się Asanao, nasz perkusista.

Sam je rysuje?

Reo: Słyszałem, że robi kolaże, ale nie chce nam ich pokazywać w trakcie tworzenia, więc nie wiadomo. (śmiech)

Co pomyśleliście, gdy zobaczyliście zaprojektowane przez niego okładki albumów?

Reo: W porównaniu do osób spoza zespołu, które projektują okładki, on znacznie lepiej rozumie naszą twórczość, więc często wychodzi mu to o wiele lepiej. Do tej pory nie musieliśmy nigdy krytykować jego prac.

Czy przynosi wam po kilka projektów, z których potem wybieracie?

Reo: Tak.

Czemu od ukazania się debiutanckiego albumu używacie jedynie angielskich tytułów piosenek?

Hazuki: Po prostu dlatego, że według mnie do wizerunku zespołu lynch. lepiej pasują angielskie litery. To jedynie moja osobista opinia, ale angielskie litery wyglądają jak kod i pasują do nas bardziej niż japońskie.

A więc to nie dlatego, że pragniecie swoje przesłanie przekazać zwłaszcza słuchaczom spoza Japonii?

Hazuki: Nie, nie myślę o tym zbyt wiele. (śmiech)

Jakie są wasze ulubione piosenki lynch. i dlaczego właśnie one są waszymi ulubionymi?

Reo: Moją ulubioną piosenkę jest pulse z THE BURIED. Tę piosenkę gramy zawsze jako pierwszą lub jako ostatnią i dzięki niej czuję jedność z publicznością. Bardzo lubię grać ten utwór, więc wybieram pulse.
Hazuki: Ach... to się tak często zmienia. (śmiech) Ale liberation chord, pierwsza piosenka z naszego drugiego albumu, THE AVOIDED SUN, jest obecnie moją ulubioną. Jak już wcześniej mówiłem, THE AVOIDED SUN był albumem, na którym postawiliśmy na oryginalność, więc pierwsza piosenka nie mogła nie mieć ogromnej siły oddziaływania. Naprawdę podnieśliśmy nią sobie poprzeczkę. (śmieje się) Podczas tworzenia tej piosenki, pojawiły się fragmenty, które zaskoczyły nawet mnie, ale na koniec stwierdziłem, że gotowa całość jest całkiem niezła.

W książeczce do płyty THE AVOIDED SUN napisaliście, że wybraliście na nią 11 piosenek z 205, to niesamowite!

Hazuki: Ach, tak. (śmieje się) Ale tak naprawdę nie przyniosłem pozostałym członkom aż tylu utworów. Napisałem 205 piosenek, ale sam uśmierciłem większość z nich, więc tylko ok. 20-30 zaniosłem reszcie zespołu.

I ciągle tworzysz nowe piosenki?

Hazuki: Tak. Nowe piosenki tworzę cały czas.

Wydaliście kilka singli i dwa albumy, ale nie macie żadnego klipu. Interesuje was nakręcenie PV?

Reo: Jesteśmy tym zainteresowani, (śmiech) Tym razem do pierwszej edycji THE BURIED dodaliśmy koncertowe DVD. Jesteśmy dumni z naszego zespołu i jeśli mamy wydawać jakieś klipy, wolimy, żeby to był klipy koncertowe, a nie PV. Nagrania koncertowe mają priorytet. Ale będziemy mieli okazję nakręcić też i wideoklip.

Wasze koncerty są naprawdę pełne mocy i wszystkim je polecam.

Reo: Jasne!

Jesteście jednym z głównych zespołów zjawiska określanego często mianem "trzeciego pokolenia" (2003-obecnie) Nagoya kei. Jednak niemalże wszyscy z was mieli wcześniej doświadczenia w zespołach "drugiego pokolenia" (1997-2002). Inspirowały was może zespoły pierwszego pokolenia, takie jak wczesny Rouage czy Kuroyume?

Reo: Gram od końca pierwszego pokolenia, więc oczywiście, mieli na mnie wpływ. Występy zespołów takich jak Rouage czy Kuroyume, które później przeszły na major, widziałem jeszcze za czasów indies, gdy ich publiczność była naprawdę niewielka a ja byłem jej częścią. Wydaje mi się, że wtedy nie byłem tego świadomy, ale miało to ogromny wpływ na formowanie się mojej muzycznej tożsamości.
Hazuki: Chęć założenia zespołu pojawiła się u mnie za sprawą Kiyoharu z Kuroyume. Gdy po raz pierwszy zobaczyłem Kuroyume, nie mieszkali już w Nagoi, odnieśli już sukces i przeszli na major. Dopiero kilka lat później dowiedziałem się, że pochodzą z Nagoi. (śmieje się) Czy Nagoya kei miało na mnie wpływ? Chyba nie. (śmieje się) Co do drugiego pokolenia - był pewien zespół, do którego należał Reo, a który często występował na żywo. Lubiłem ten zespół i często chodziłem na ich koncerty, więc większy wpływ miało na mnie pewnie drugie pokolenie niż pierwsze. (śmieje się)

Czy macie jakiś pomysł na to, dlaczego Nagoya ma swój własny gatunek "-kei"? Większość innych stylów nazywanych jest od stylu ubierania i tym podobnych, ale wasze miasto ma swój własny. Skąd ta różnica?

Reo: Działam w Nagoi już od długiego czasu i wydaje mi się, że tutaj więzi między seniorami, juniorami i ogólnie kolegami po fachu są silniejsze niż w innych regionach. Często chodzimy na koncerty naszych znajomych i naturalnie ma to na nas wpływ. Dzięki ludziom, którzy nas otaczają żyjemy w specyficznym klimacie. Nawet jeśli wydaje nam się, że gramy kompletnie inne rzeczy, mamy na siebie nawzajem wpływ, choćby podświadomy. Poza muzyką wpływamy na swój sposób myślenia i inne sprawy, więc w porównaniu z zespołami z innych regionów wydajemy się podobni. W Nagoi mieszka mniej ludzi niż w Tokio czy Osace, więc nasza scena muzyczna jest bardziej skondensowana. Jesteśmy aktywni w Nagoi więc znamy wszystkie tutejsze zespoły, a choć skala naszej działalności jest niewielka, mamy silniejsze relacje z kolegami ze sceny niż inni.

Już na pierwszy rzut oka macie tutaj sporo świetnych, dojrzałych zespołów.

Reo: Wydaje mi się, że ślad pozostawiony przez pierwsze pokolenie świetnych, mrocznych zespołów, takich jak Kuroyume czy Rouage, jest obecny do tej pory. Byłem na ich koncertach, rozmawiałem z nimi, wydaje mi się więc, że szacunek dla tego stylu jest u nas przekazywany z pokolenia na pokolenie.

Co sądzicie na temat sceny visual kei w Japonii, a co myślicie o tym, że visual stał się ostatnio bardzo popularny w Europie?

Reo: Cieszę się, że muzyka i kultura visual kei zostały docenione, z drugiej strony wydaje mi się, że zmniejszyła się ich stymulacja. Zespoły, na których koncerty chodzę jako widz czy których płyty kupuję, są nadal w mniejszości. Czuję, że poszczególne zespoły tracą swoją siłę i osobowość.
Hazuki: Jeśli mam być szczery, nie szczególnie interesuje mnie to, co się dzieje wkoło mnie. (śmiech) Cóż, jest wiele zespołów, które mają jakieś tam zasady i są szanowane, ale czasami widzę ludzi, którzy chcą być jedynie idolami, zabawiaczami publiczności. To, czy chcą być rockersami czy czymś innym, nie jest dla mnie jasne.

Wasza dwójka nie stara się szczególnie dopasować wizerunkiem do sceny visual kei. Gdy zobaczyłam was na żywo, odniosłam wrażenie, że nie byliście świadomi "visual kei", że wyrośliście ponad tę scenę.

Reo: Nie sprzeciwiam się, gdy ludzie nazywają nas "visual kei". To ich sposób postrzegania i osądzania nas. My po prostu gramy muzykę, nosimy kostiumy i malujemy się. Wydaje nam się to fajne, więc jeśli postrzega się nas jako visual kei, dla nas nie ma to znaczenia, nie przeszkadza nam też, gdy ktoś nie uznaje nas za visual kei.

Powiedzieliście, że zmniejszyła się siła stymulacji sceny visual kei. Według mnie ludzie zaczynają tę scenę doceniać, można powiedzieć, że staje się ona mainstreamem, ale jednocześnie zmniejsza się jej różnorodność, przez co mniej jest stymulacji.

Reo: Też tak myślę. Dzieje się tak, ponieważ visual kei staje się standardem.

Pomówmy teraz o obecnej trasie - involve the universe. Jakie macie wrażenia po koncertach, które już się odbyły?

Reo: Graliśmy już trasę związaną z wydaniem THE AVOIDED SUN, tym razem jest to więc trasa bisowa. Wydaje mi się, że wielu ludzi posłuchało naszego albumu i przyszło na nasze koncerty, wielu z nich przyszło także na koncerty trasy bisowej. Czułem, że publiczność, która pojawiała się na naszych występach, naprawdę rozumie naszą muzykę, widziałem to ze sceny. Dobrze, że zagraliśmy tę trasę.
Hazuki: To trasa bisowa, druga trasa towarzysząca wydaniu THE AVOIDED SUN, więc publiczność dała jeszcze większego czadu niż poprzednio.

Jakie są wasze plany na najbliższe trzy koncerty?

Reo: Następne trzy koncerty to one-many, więc nie będziemy mieć ograniczeń czasowych. Pragnę dać upust całej mojej energii, oddając ducha obecnego lynch.. Będziemy mogli pokazać wszystkie rodzaje muzyki, od ostrych piosenek do ballad, które gramy tylko na one-manach. Chcę, abyśmy na tych koncertach pokazali wszystko, co się tylko da.

W Sylwestra wraz z 25 innymi zespołami weźmiecie udział w stylish wave COUNTDOWN ’07-’08. Lubicie grać koncerty z innymi zespołami?

Hazuki: Podczas imprez z różnymi kapelami jeszcze bardziej się rozpalam. Tytuł obecnej trasy, involve the universe (zaangażować wszechświat), wymyśliliśmy dlatego, że gramy krajową trasę tai-ban (przyp. tł.: tai-ban = koncert wielu zespołów, przeciwieństwo one-mana) i dla nas oznacza on "zabierzmy publiczność wszystkim innym zespołom!". Wydaje mi się, że jesteśmy o wiele bardziej świadomi niż pozostałe kapele, dlatego im więcej ich gra na imprezie, tym bardziej się rozpalam.

Patrząc na was z publiczności widać, że jesteście bardzo pewni siebie i swojego zespołu, to naprawdę świetne.

Hazuki & Reo: Dzięki!

Niedawno podpisaliście umowę z niemiecką wytwórnią CLJ records. Co chcecie dzięki temu osiągnąć?

Reo: To nie tak, że Europa obchodzi nas w jakiś szczególny sposób, ale chcemy grać koncerty tam, gdzie ludzie chcą nas oglądać. Gdy niemiecka wytwórnia wyda nasze płyty, ludzie zaczną ich słuchać i będą chcieli nas zobaczyć na żywo. A ja chcę grać jak najwięcej koncertów.

Gdzie widzicie siebie za 10 lat?

Hazuki: Ciekawe, czy będę jeszcze wtedy żył? (śmiech)
Reo: Mieszkam w Nagoi, obserwuję wiele zespołów tam działających, bardzo więc zależy mi na tym mieście. Chciałbym podjąć jakąś współpracę, mającą na celu popularyzację Nagoi na całym świecie. Oczywiście, z uwzględnieniem zespołu lynch..
Hazuki: Być może to będzie najtrudniejsze do wykonania, ale chciałbym pozostać "cool", bez względu na to, czy będziemy popularni czy nie. Będę starym facetem (śmiech), będę robił co chcę i tworzył rzeczy przynoszące mi satysfakcję, tak dla mnie wygląda szczęście.

Staliście się popularni w dość krótkim okresie czasu. Jakich rad udzielilibyście młodym muzykom starającym się przebić?

Reo: Mam dla was jedno przysłowie, które brzmi: "Nie spiesz się, lepiej idź dłuższą drogą". (śmiech) Tam jest wszystko. Najdłuższa droga jest najszybszą drogą, według mnie nie ma żadnej innej. Tak wyglądała droga wszystkich wielkich artystów. Proces twórczy zajmuje trochę czasu, a jeśli staramy się przeć naprzód nie mając przy okazji określonego celu, sprawy przybierają zły obrót. I nie dotyczy to tylko muzyki, ale ogólnie życia.
Hazuki: Zacząć trzeba od tego, że ja sam nie czuję się jakbym w obecnym położeniu znalazł się nagle. Ciężko pracowałem, pokonywałem przeróżne trudności, wielokrotnie odczuwałem frustracje aż wreszcie dotarłem tu, gdzie jestem, więc w moim przekonaniu zajęło mi to wiele czasu. Zgadzam się z Reo, także według mnie obieranie prostej drogi nie jest dobrym pomysłem. Bez wysiłku nic nie osiągniesz.

Przekażcie coś proszę czytelnikom JaME.

Reo: Na koncertach się uczymy, koncerty nas motywują, z dumą postrzegamy siebie jako zespół koncertowy. Gdy prosicie nas o więcej występów, gramy ich więcej i więcej, więc jeśli chcecie zobaczyć lynch. na żywo, po prostu nam to powiedzcie!
Hazuki: Do tej pory nie przyszła nam nawet do głowy możliwość zagrania koncertu za granicą, ale mając taką okazję, bardzo pragnąłbym z niej skorzystać, więc jeśli tylko nas do siebie zaprosicie, przyjedziemy do was.
powiązane wydawnictwa
powiązani artyści
komentarze
blog comments powered by Disqus
powiązane wątki

Nagoya kei

reklamy
  • BLOOD - European Tour 2012
  • Neo Tokyo
  • CLJ Records
  • FLOW
  • Bishi Bishi, by Ankama
  • MAN WITH A MISSION
  • FLOW - AWESOME Jrock concert!