Dir en grey w Berlinie, maj 2006

relacja - 14.09.2006 14:00

Relacja fanki z majowego koncertu Dir en greya w Berlinie.

Jednym z moich największych marzeń był wyjazd na koncert jednego z zespołów jrockowych, które tak kocham. Wraz z pewną znajomą postanowiłyśmy, że naszym pierwszym koncertem będzie występ jakiegoś lepszego i bardziej znanego składu. Po krótkim namyśle stwierdziłyśmy, że pojedziemy na koncert Dir en greya, który miał odbyć się 27 maja w Berlinie. Zaangażowałyśmy w to jeszcze dwie inne dziewczyny i razem ruszyłyśmy na podbój Niemiec.

Bilety zakupiłyśmy dwa miesiące przed koncertem. Muszę przyznać, że były to najgorsze miesiące mojego życia. Wszystko kręciło się wokół koncertu. Męczyły mnie głównie trzy pytania: Jak to będzie? Co się stanie, jeżeli okaże się, że na żywo mi się nie spodobają? Czy w ogóle będzie nam dane ich zobaczyć przy tak dużej liczbie fanów, których mają w całej Europie? Na szczęście czas płynie bardzo szybko i nie wiadomo kiedy z dwóch miesięcy zrobiły się trzy godziny. W napięciu wyczekiwałyśmy na ten magiczny moment - koncert Dir en greya.

Na miejscu kręciło się mnóstwo gotyckich lolitek i osób w strojach rodem z Japonii. Jakby małym problemem była dość duża kolejka osób chcących wejść do Columbia Halle, to na dodatek zaczęło padać. Po odstaniu dwudziestu minut w kolejce wkroczyłyśmy na olbrzymią salę, gdzie, o dziwo, ludzi nie było dużo, może jakieś dwa tysiące (reszta przed wejściem i na balkonach).

Na początku wyszedł support, który nie grał zbyt dobrze i został nieprzychylnie przyjęty przez publiczność. Za każdym razem, kiedy wokalista nakłaniał tłum do powtarzania jakiś fraz, tłum krzyczał: Dir en grey!, a ludzie z balkonów okazywali swoje niezadowolenie, prezentując środkowy palec. Na sam koniec występu gitarzyście poszła struna w gitarze. Gdy w końcu grupa zeszła ze sceny, pojawiło się na niej mnóstwo Japończyków, przygotowujących scenę dla wiadomego zespołu. Po jakiś dziesięciu minutach dało się słyszeć wspaniałą melodię, która rozpoczyna każdy koncert Dir en greya. Podekscytowanie fanów sięgało zenitu.

Zagrane piosenki pochodziły głównie z ich ostatniej płyty, czyli Withering to Death; pojawiło się także kilka utworów z Vulgar. Nie mogło też zabraknąć takiego koncertowego hitu jak The Final, który spotkał się chyba z najgorętszym odzewem ze strony publiczności, niektórzy fani mieli w tym momencie łzy wzruszenia w oczach. Zespół także dawał z siebie wszystko, co dobrze widać było po Toshiyi. Jego dziwnie uczesane i usztywnione włosy niedługo po rozpoczęciu występu oklapły od potu, który ściekał z basisty strugami. Shinya jak zwykle schował się za perkusją, zza której widać mu było tylko czubek głowy, a Kaoru zachęcał publiczność do zabawy, często podchodząc do brzegu sceny i skłaniając tłum do krzyku.

Najbardziej aktywny był oczywiście Kyo, który tym razem zaskoczył nas blond czupryną i kolczykiem pomiędzy oczami, umieszczonym pionowo, a nie - jak zazwyczaj - poziomo. W trakcie wykonywania piosenek (zespół schodził trzy razy) wokalista szybko pozbywał się części ubrań i rozpoczynał masochistyczny popis. Oprócz cięcia sobie nadgarstków niezidentyfikowanym narzędziem, parę razy pociął sobie jeszcze klatkę piersiową i w końcu zaczął okładać się po twarzy oraz pluć krwią (oczywiście sztuczną). Następnie owa szkarłatna ciecz znalazła się na jego rękach, skąd wokalista zlizywał ją lub rozsmarowywał sobie na klatce piersiowej i brzuchu. Na całej sali słychać było tylko kobiece piski.

Widać było, że zespół jest zadowolony z występu. Kyo krzyczał: "Motto!" i "Who am I?". Przed ostatnią piosenką podniósł palec i wrzasnął: "Last song!", a to nie spodobało się publiczności. Na sam koniec zaczęło się rzucanie w tłum różnych przedmiotów. Pierwsze poleciały kostki Toshiyi, następnie za perkusji wyszedł Shinya i rzucił cztery pałeczki - w tym momencie na jego twarzy pojawił się uśmiech zadowolenia (podobno potem cztery osoby szły ściskając jedną pałeczkę). Die parę razy przeszedł po scenie i w końcu wyrzucił kostki z uśmiechem. Kaoru, zanim rzucił kostkę, pocałował ją. Kyo z racji tego, że nie miał czego rzucić publiczności, wziął do rąk wiadro z wodą, wylał na siebie zwartość i wyraźnie zadowolony z tego, co zrobił, chodził z nim na głowie. Drugie pełne wiadro, rzucił w publikę. Oczywiście każdy członek zespołu wyrzucił butelkę, z której pił. Na zakończenie Kyo zaczął pluć wodą.

Koncert był udany. Podobał się publiczności i muzykom. Jestem pewna, że za rok z przyjemnością pojadę jeszcze raz.
powiązani artyści
powiązane koncerty i wydarzenia
DIR EN GREY 27/05

DIR EN GREY
Berlin - Germany
Columbiahalle
komentarze
blog comments powered by Disqus
Bishi Bishi, by Ankama
reklamy
  • FLOW - AWESOME Jrock concert!
  • Bishi Bishi, by Ankama
  • FLOW
  • BLOOD - European Tour 2012
  • CLJ Records
  • Neo Tokyo
  • MAN WITH A MISSION